FANDOM


Historia Edytuj

Krótka Edytuj

Potężna ponad wszelką miarę istota zwana Xerathem była niegdyś śmiertelnikiem z krwi i kości. Teraz jest czymś zupełnie innym – istotą wirującej energii. Po uwolnieniu się z trwającej wieki niewoli jest gotowy uwolnić swoją potęgę na Runeterze i zniszczyć każdego, kto stanie mu na drodze.

Długa Edytuj

Jedno życie w roli niewolnika przygotowało mnie do wieczności w roli twojego pana.

Xerath jest Wyniesionym Magiem ze starożytnej Shurimy, istotą o tajemnej energii, żyjącą wśród wirujących szczątków magicznego sarkofagu. Przez tysiące lat uwięziony był pod piaskami pustyni, lecz odrodzenie Shurimy uwolniło go z prastarego więzienia. Doprowadzony do szaleństwa przez swoją potęgę, chciał stworzyć na swój wzór cywilizację, która opanuje świat i wyprze wszystkie inne.

Chłopiec, który w przyszłości miał otrzymać imię Xerath, urodził się jako bezimienny niewolnik w Shurimie przed tysiącami lat. Będąc synem naukowców pojmanych w niewolę, czekało go życie pełne upokorzeń. W nadziei na to, że jego ponadprzeciętne jak na niewolnika umiejętności przyniosą mu lepsze życie, matka uczyła go rozumieć słowa i liczby, a ojciec opowiadał o historii imperium. Chłopiec przysiągł sobie, że nigdy nie pogodzi się z losem niewolnika o plecach zgiętych do ziemi i naznaczonych chłostą.

Podczas budowy fundamentów pod wielki pomnik na cześć ulubionego konia imperatora, ojciec chłopca został poważnie ranny i pozostawiony na śmierć na miejscu wypadku. Matka, przerażona, że jej syna czeka podobny los, poczęła błagać szacownego projektanta grobowców o przyjęcie chłopca na ucznia. Dbałość młodzieńca o szczegóły i jego wrodzony talent do matematyki i języka przekonały niechętnego z początku architekta i przystał on na prośbę kobiety. Chłopiec nigdy więcej nie ujrzał swojej matki.

Okazał się zdolnym uczniem i wkrótce jego mistrz zaczął wysyłać go niemal codziennie do Wielkiej Biblioteki  Nasusa po potrzebne mu manuskrypty i plany. Podczas jednej z wizyt w bibliotece chłopiec poznał  Azira, najmniej lubianego syna imperatora. Azir zmagał się właśnie z lekturą skomplikowanych, starożytnych zapisków. Chłopiec wiedział, że nawet rozmowa z członkiem rodziny królewskiej mogła być powodem egzekucji niewolnika, zatrzymał się jednak, by pomóc młodemu księciu w rozszyfrowaniu zawiłej gramatyki. W tym momencie nawiązała się między nimi nić przyjaźni, która rozwijała się przez nadchodzące miesiące i wzmacniała się.

Mimo obowiązującego zakazu Azir postanowił nadać niewolnikowi imię. Brzmiało ono Xerath i oznaczało: „Ten, który się dzieli”. Chłopcy używali go jedynie w swoim towarzystwie. Azir postarał się, by przydzielono Xeratha do niewolników usługujących rodzinie królewskiej. Mianował go swym osobistym sługą. Dzięki łączącej ich miłości do nauki całe dnie spędzali na studiowaniu bibliotecznych zbiorów i wkrótce stali się bliscy niczym bracia. Xerath stale towarzyszył Azirowi, zdobywając wiedzę o kulturze, władzy i nauce, aż w końcu zakiełkowało w nim marzenie, że przyjaciel kiedyś go uwolni.

Gdy podczas corocznej wyprawy objeżdżającej imperium karawana władcy zatrzymała się w znanej oazie, pod osłoną nocy napadli na nią zabójcy. Azir uniknął śmierci z ręki napastnika dzięki interwencji Xeratha, jednak wszyscy jego bracia książęta zostali zabici, co uczyniło z niego następcę tronu. Jako niewolnik Xerath nie mógł oczekiwać nagrody za uratowanie księcia, Azir obiecał mu jednak, że któregoś dnia staną się równymi sobie braćmi.

W następstwie wydarzeń na pustyni przez długie lata Shurima znosiła gniew imperatora, który mścił się na każdym, kogo w najmniejszym nawet stopniu podejrzewał o zdradę. Xerath poznał historię Shurimy i zwyczaje panujące na jej dworze wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że życie Azira zawisło na włosku. Fakt, że był następcą tronu, nic nie znaczył wobec nienawiści imperatora za to, że pozostał przy życiu, gdy jego bracia zginęli. Bezpośrednim zagrożeniem był fakt, że wciąż młoda żona imperatora nadal mogła wydać na świat potomstwo, a do tej pory powiła wiele zdrowych dzieci. Istniała duża szansa, że urodzi imperatorowi syna, i tym samym pozwoli mu na pozbycie się Azira.

Serce Azira należało do nauki, lecz Xerath przekonał go, że aby przeżyć, musi nauczyć się walczyć. Azir posłuchał jego rady, ale zapewnił też Xerathowi możliwość kontynuowania nauki. Obaj młodzieńcy okazali się niezwykle zdolnymi uczniami, każdy w swojej dziedzinie. Xerath na każdym kroku dowodził swego talentu i zapału w poszukiwaniu wiedzy. Stał się powiernikiem i prawą ręką Azira, miał pozycję nieosiągalną jak dotąd dla niewolnika. Dzięki swej pozycji miał wielki, i – według niektórych – zbyt olbrzymi wpływ na młodego księcia, który każdego dnia coraz bardziej polegał na jego radach.

Xerath dokładał wszelkich starań, by zdobyć wiedzę wszędzie, gdzie było to możliwe, bez względu na jej cenę czy źródło. Otwierał dawno zakazane biblioteki, wkraczał do zapomnianych krypt i zgłębiał tajemnice ukryte głęboko pod piaskiem pustyni. Każde odkrycie podsycało jego ambicję i żądzę wiedzy, które rosły w niekontrolowany sposób. W przebiegły sposób wyciszał wszelkie szerzące się pogłoski o swoich podejrzanych badaniach. Fakt, iż Azir nigdy nie wspominał o tych plotkach, Xerath rozumiał jako ciche przyzwolenie księcia na wszelkie działania, które mogły poprawić jego bezpieczeństwo.

Lata mijały, a Xerath podejmował się coraz mroczniejszych działań, by uniemożliwić żonie imperatora powicie potomka, używając swych wzrastających umiejętności magicznych do zniszczenia każdego zalążka życia, jakie pojawiło się w jej łonie. Bezpieczeństwo Azira zależało wszak od braku rywali do tronu. Gdy na dworze poczęto szeptać o klątwie, Xerath upewnił się, że takie głosy ucichną na zawsze. Ci, którzy odważyli się głośno wyrazić swe podejrzenia, często znikali bez śladu. W tym czasie pragnienie wolności Xeratha zdążyło przerodzić się w żrącą ambicję osiągnięcia własnej potęgi. Wciąż jednak postrzegał swe mordercze czyny jako konieczne do utrzymania przyjaciela przy życiu.

Pomimo starań i wysiłków Xeratha na świat przyszedł w końcu nowy książę Shurimy. Jednak w noc jego narodzin Xerath użył swych czarnoksięskich mocy i przyzwał złowrogie duchy żywiołów z głębi pustyni, by wywołać straszliwą burzę. Z woli Xeratha błyskawica za błyskawicą uderzała w komnaty królowej, przekształcając je w płonące ruiny i odbierając życie matce i jej nowo narodzonemu synowi. Gdy imperator zorientował się, co się dzieje, pognał bez tchu w stronę komnat swojej żony. Na jego drodze stanął jednak Xerath z dłońmi gorejącymi magiczną mocą. Strażnicy imperatora ruszyli do ataku, jednak Xerath jednym ruchem zamienił ich wszystkich w zwęglone szczątki. Winą za atak na pałac Xerath obarczył magów z podbitej krainy, a pierwszym czynem Azira po objęciu tronu była brutalna kampania zemsty na jej ludności.

Azir został koronowany na imperatora Shurimy z Xerathem u swego boku, chłopcem, który był niegdyś niewolnikiem bez prawa do własnego imienia. Xerath długo marzył o tej chwili. Oczekiwał, że w dniu koronacji Azir zniesie niewolnictwo i nareszcie nazwie go swoim bratem. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Azir kontynuował ekspansję swojego imperium i unikał odpowiedzi na pytania Xeratha o zniesienie niewolnictwa. Xerath uznał to za dowód na postępujący rozkład moralny Shurimy. Ogarnęła go wściekłość z powodu złamania obietnicy danej mu przez księcia. Azir zgromił go wzrokiem i przypomniał mu, że niewolnik powinien znać swoje miejsce. W tym momencie w sercu Xeratha zgasła iskra szlachetności i dobroci. Ukorzył się jednak przed Azirem, zachowując pozory, iż akceptuje jego decyzję. Azir kontynuował swe podboje, a Xerath pozostał u jego boku, lecz każde swoje działanie starannie planował, by zwiększać własne wpływy w krainie, którą chciał sam objąć w posiadanie. Kradzież imperium to nie igraszka i Xerath wiedział, że potrzebuje do tego większej mocy.

Słynna legenda Wyniesienia  Renektona ujawniła, że śmiertelnik nie musi być wybrańcem Kapłanów Słońca i każdy może powstać pod tą gwiazdą. Xerath zaczął więc obmyślać plan, jak ukraść moc Wyniesienia. Żaden niewolnik nie może stanąć na płycie słońca. Xerath karmił więc próżność imperatora, rozdmuchując jego ego i wypełniając myśli nieprawdopodobnymi wizjami imperium obejmującego cały świat. To marzenie mogło jednak zostać zrealizowane jedynie w przypadku Wyniesienia Azira na wzór największych bohaterów Shurimy. Wytrwałość Xeratha się opłaciła. Po pewnym czasie Azir ogłosił gotowość przejścia rytuału Wyniesienia, pewien, że zasłużył, by stanąć u boku Renektona i Nasusa jako istota Wyniesiona. Kapłani Słońca zaprotestowali, jednak w przypływie arogancji Azir rozkazał im podporządkować się swej woli pod groźbą tortur i śmierci.

W końcu nadszedł dzień rytuału i Azir skierował swe kroki ku Podestowi Wyniesienia, mając Xeratha u boku. Aby upewnić się, że Nasus i Renekton nie będą mogli wziąć udziału w wydarzeniu, Xerath osłabił pieczęć magicznego sarkofagu stanowiącego więzienie dla ognistej bestii. Renekton i Nasus byli jedynymi wojownikami zdolnymi powstrzymać i pokonać bestię, gdy oswobodzi się ze swego magicznego więzienia. W ten sposób Xerath pozbawił Azira obecności jedynych istot, które mogłyby uratować go przed nadchodzącą katastrofą.

Azir stanął na rytualnym podeście. Tuż przed rozpoczęciem ceremonii wydarzyło się coś, czego Xerath się nie spodziewał. Imperator zwrócił się do niego i oświadczył, iż od tej chwili jest wolnym człowiekiem. On i wszyscy niewolnicy Shurimy mieli zostać uwolnieni z więzów poddaństwa. Azir wziął Xeratha w objęcia i nazwał go swym bratem na wieki. Były niewolnik oniemiał z wrażenia. Nareszcie otrzymał to, o czym zawsze marzył. Sukces jego planu opierał się jednak na śmierci Azira i nic nie mogło tego zmienić. Zbyt skrupulatnie przygotowywał ten moment i zbyt wiele już poświęcił, by teraz zrezygnować – nieważne, jak bardzo część jego serca tego pragnęła. Słowa imperatora przebiły się przez gorycz, która zawładnęła jego duszą, stało się to jednak o dziesięciolecia za późno. Azir nieświadomy niebezpieczeństwa obrócił się, gdy kapłani rozpoczęli rytuał przyzywania cudownej mocy słońca.

Z okrzykiem gniewu i żalu Xerath strącił władcę z podestu, obserwując przez łzy, jak przyjaciel z dzieciństwa zamienia się w popiół. Następnie wstąpił na jego miejsce i światło słońca wypełniło go, rozpoczynając przemianę jego ciała w istotę Wyniesioną. Jednak moc rytuału nie była mu przeznaczona, a konsekwencje jego zdrady okazały się straszliwe. Rozszalała moc słońca eksplodowała, burząc świątynie i zmieniając miasto w dymiące zgliszcza. Lud Shurimy spłonął w straszliwym ogniu słońca, a pustynia powstała, by pochłonąć ruiny miasta. Tarcza słońca zniknęła z nieboskłonu, a imperium budowane przez całe pokolenia władców zgasło w przeciągu jednego dnia.

Podczas zagłady miasta Xerath trzymał Kapłanów Słońca w szponach swojej magii, uniemożliwiając im przerwanie rytuału. Niezmierzony ogrom przepływającej przez niego energii połączył się z jego mrocznymi mocami, by stworzyć istotę o niewiarygodnej potędze. Jego ciało, wypełnione nieprzerwaną falą mocy słońca, zostało pochłonięte i stworzone na nowo w postaci rozjarzonego wiru czystej magii.

Gdy Renekton i Nasus odkryli zdradę Xeratha, szybko skierowali się w stronę epicentrum magicznej burzy niszczącej miasto. Sprowadzili ze sobą magiczny sarkofag, który stanowił więzienie dla ducha wiecznego ognia. Wyniesieni bracia zdołali przebić się przez szalejące żywioły do Podestu Wyniesienia w chwili, w której Xerath opadł z powrotem na ziemię. Zanim nowo Wyniesiony mag zdążył zareagować, zamknęli go w magicznym sarkofagu, związali świętymi łańcuchami i zapieczętowali potężnymi pieczęciami uwięzienia.

Jednak to nie wystarczyło. Już jako śmiertelnik Xerath posiadł wielką moc, która teraz – w połączeniu z darem Wyniesienia – uczyniła go praktycznie niepokonanym. Roztrzaskał sarkofag, lecz jego odłamki i łańcuchy pozostały nadal przytwierdzone magicznie do niego. Renekton i Nasus rzucili się na Xeratha, jednak nowa siła pozwoliła mu na odparcie ich ataków, a walka utknęła w martwym punkcie. Toczyli bój w otoczeniu walącego się miasta, a w szale bitewnym roztrzaskali wszystko, czego jeszcze nie pochłonęły piaski pustyni. Braciom udało się zwabić Xeratha w pobliże Grobowca Imperatorów, największego mauzoleum Shurimy, którego zabezpieczenia i pieczęcie ochronne zerwane mogły być jedynie przez krew imperatorów. Renekton zaciągnął Xeratha do jego wnętrza i rozkazał Nasusowi zamknąć grobowiec. Z ciężkim sercem Nasus wykonał jego polecenie, wiedział bowiem, że był to jedyny sposób na uwięzienie Xeratha. Renektona i Xeratha otoczyły nieskończone ciemności, w których trwać mieli w wiecznej walce po upadku świetnej cywilizacji Shurimy.

Mijały niezliczone setki lat, a z czasem nawet ogromna siła Renektona wyczerpała się, pozostawiając go podatnym na wpływy Xeratha. Jadowite oszczerstwa i iluzje Xeratha omotały umysł Renektona, wypełniając go niesłusznym gniewem wobec Nasusa, zdradzieckiego brata, który – według kłamliwej historii Xeratha – opuścił go tak dawno temu.

Gdy Grobowiec Imperatorów został wreszcie odnaleziony, a jego pieczęcie złamane przez  Sivir i  Cassiopeię, Xerath i Renekton wynurzyli się na powierzchnię w eksplozji piasku i gruzu. Renekton, którego opętany umysł sprowadził do istoty niewiele różniącej się od dzikiej bestii, wyczuł, że jego brat wciąż żyje i ruszył, by go odnaleźć. Po tysiącach lat zapomnienia Shurima się odrodziła. Jej budynki i świątynie strząsnęły z siebie pył pustyni i majestatycznie pięły się w stronę słońca, a Xerath wyczuł pod piaskiem budzącą się ponownie do życia obecność kogoś, o kim myślał, że umarł dawno temu. Azir wskrzeszony został jako jeden z Wyniesionych, a Xerath zrozumiał, że żaden z nich nie może żyć, jeśli żył będzie drugi.

Xerath wyruszył na poszukiwanie serca pustyni, by odnowić swą siłę i zrozumieć, jak zmienił się świat przez tysiące lat jego uwięzienia. Jego skradzione moce rosły z każdą upływającą chwilą, a jego oczom ukazał się świat dojrzały do podboju, świat pełen śmiertelników gotowych rzucić się na kolana przed nowym, straszliwym bogiem.

Jednak mimo ogromu swej potęgi, mimo tysięcy lat, które dzielą go od bezimiennego chłopca niewolnika, Xerath wciąż czuje oplatające go łańcuchy.

Uwolniony Edytuj

To była ta chwila.

Ta jedna chwila, która tak wiele go kosztowała, która przekreśliła wszystko, co od dawna planował. Skorumpowane imperium i jego dumnie kroczące książątko zostało zniszczone przez głupi symbol słońca, któremu tak bardzo ufali. Pilnie strzeżony klucz do nieśmiertelności będzie jego, skradziony na oczach całego świata. Jedna chwila idealnej zemsty, która wreszcie wyswobodzi niewolnika imieniem Xerath.

Choć hełm jego pana nie wyrażał żadnych ludzkich emocji, Xerath uśmiechnął się szeroko, wiedząc, że pięknie zdobiona metalowa zbroja nie odpowie mu tym samym. Życie spędzone w niewoli u szalonego imperatora i próżnego władcy, niekończące się spiski dotyczące tronu, walka o pozyskanie wiedzy, która niemal go wykończyła – wszystko to doprowadziło do tej groteskowej maskarady Wyniesienia.

Słowa, które wypowiedział na głos, były obelgą: Wzniesiemy się, gdy wy przykuci będziecie do kamieni, a piaski czasu pochłoną wasze ciała. Nigdy więcej. Wybrani panowie odziani w złoto nie staną się bogami. Zrobi to niewolnik. Zwykły sługa, chłopiec, który kiedyś uratował małego szlachcica przed śmiercią na pustyni.

Za ten grzech Xerath został ukarany przerażającą i szaloną obietnicą: wolności. Nieosiągalnej. Zabronionej. Już za samą myśl o niej, jeśli zrodziła się w umyśle niewolnika, karano śmiercią. Jego pan wzrokiem przebijał ciało i kości, zagłębiał się w ludzką duszę i widział nawet najmniejsze pragnienie zdrady. Teraz mówiło o niej młode książątko, które wyciągnął z zabójczego uścisku matki pustyni.  Azir, Złote Słońce, przysiągł, że uwolni swojego wybawcę i nowego przyjaciela.

Tej obietnicy nie dotrzymał do dziś. Były to słowa wdzięcznego dziecka, niewinnie nieświadomego ich znaczenia. Jak Azir mógł całkowicie zmienić tysiące lat rządów? Jak mógł walczyć z tradycją, własnym ojcem i przeznaczeniem?

Młody imperator straci wszystko przez to, że nie dotrzymał danego słowa.

Xerath zdobył wykształcenie i stał się zaufanym doradcą Azira, lecz nadal nie był wolny. Niespełniona obietnica przemieniła go w to, kim został. Ponieważ odmówiono mu jednej prostej rzeczy – życia własnym życiem, Xerath postanowił odebrać im wszystko, czego mu zabroniono, a na co zasłużył: imperium, Wyniesienie oraz najczystszą formę wolności.

Z każdym krokiem w kierunku potężnego Podestu Wyniesienia, stojącego za jego imperatorem i otoczonego strażnikami, którzy niegdyś zapewne chronili Shurimę, Xerath czuł lekkość, która pozytywnie go zaskoczyła. Czy tak wygląda szczęście? Czy zemsta wywołuje radość? Poczuł to w całym ciele.

Postać jego ciemiężcy odziana w pozłacaną zbroję gwałtownie się zatrzymała. I obróciła. Ruszyła w stronę Xeratha.

Skąd wiedział? Skąd miałby wiedzieć? Ten rozpieszczony, skupiony wyłącznie na sobie chłopak? Ten cnotliwy, fałszywie dobrotliwy imperator, którego dłonie pokrywała krew? Nawet jeśli wiedział, nie miał szans uciec przed zabójczym atakiem.

Xerath wszystko dokładnie zaplanował. Dawał łapówki, zabijał i spiskował przez dziesiątki lat. Udało mu się nawet przekonać potwornych braci,  Nasusa i  Renektona, by trzymali się z dala. Ale tej jednej rzeczy nie ujął w swoim planie...

Imperator Shurimy, Złote Słońce, ukochany syn matki pustyni, który wkrótce miał dostąpić Wyniesienia, zdjął hełm, uśmiechnął się i zwrócił do starego, zaufanego przyjaciela. Mówił o braterskiej i przyjacielskiej miłości, o wygranych i przegranych wojnach, o rodzinie, przyszłości i o... wolności.

Strażnicy otoczyli Xeratha, idąc ku niemu z wyciągniętą bronią.

Książątko wiedziało. Czy jego plan miał się nie ziścić?

Ale głupcy w zbrojach zaczęli salutować. Oddawali mu cześć. Gratulowali mu.

Gratulowali wolności.

Jego znienawidzony pan właśnie go uwolnił. Uwolnił ich wszystkich. Żaden mieszkaniec Shurimy więcej nie zostanie zakuty w kajdany. Ostatnim ludzkim postanowieniem Azira było rozkucie poddanych.

Ogłuszający krzyk zdusił wszystko, o czym myślał Xerath. Azir przywdział hełm i ruszył w kierunku Podestu.

Xerath stał w cieniu ogromnego  Słonecznego Dysku, wiedząc, że za chwilę całe imperium zniknie z powierzchni ziemi.

Za późno, przyjacielu. Za późno, bracie. O wiele za późno dla nas wszystkich.

To był ten moment.

Jeden moment, który kosztował go tak wiele i którego planowanie zajęło całe życie. Skorumpowane imperium i jego puszący się książę zostaną zniszczeni pod tym idiotycznym symbolem słońca, któremu tak bardzo wierzyli. Klucz do nieśmiertelności tak zazdrośnie strzeżony i oferowany tylko nielicznym będzie tylko jego i zostanie wykradziony na oczach całego świata. Pojedynczy moment zemsty, który w końcu wyzwoli niewolnika znanego jako Xerath.

Mimo tego iż przez jego hełm nie widać było żadnych ekspresji, Xerath uśmiechnął się do bezdusznej twarzy jastrzębia dając upust swojej radości. Całe życie spędzone na usługiwaniu, najpierw szalonemu imperatorowi, a potem próżnemu, niekończące się manipulacje dla i przeciw królewskiemu tronowi, niekończące się szukanie prawie zapomnianej już wiedzy – to wszystko doprowadziło do tej maskarady zwanej wzniesieniem.

Wiele głośno wypowiedzianych słów sprowadzało się do tego samego: My zostaniemy wzniesieni, podczas gdy was wszystkich pochłonie piasek czasu. Nie. Już nie i nigdy więcej. Wybrani złoci lordowie nie będą już obejmować słońca stając się prawie bogami. Niewolnik to zrobi; zwykły niewolnik, zwykły chłopak który miał to nieszczęście, że ocalił szlachetne dziecko od piasku.

I za ten grzech, Xerath został ukarany straszną doprowadzającą do szału obietnicą: wolności. Nie do zdobycia. Zakazana. Samo przejście takiej myśli przez umysł niewolnika było karane śmiercią, jako że wzniesiony może patrzeć przez mięso i kości spoglądając od razu w duszę człowieka. A jednak młody książę złożył taką obietnicę.  Azir, złote słońce zobowiązał się uwolnić swojego wybawiciela i nowego przyjaciela.

Obietnica, która do dzisiaj nie została dotrzymana. Słowa wypowiedziane przez wdzięczne dziecko, nieświadome ich skutków. Jak Azir mógł on zaprzeczyć tysiącom lat panowania? Jak mógł on walczyć z tradycją, własnym ojcem, czy przeznaczeniem?

W końcu młody imperator straci wszystko przez niedotrzymanie słowa.

Tak więc, Xerath otrzymał wychowanie i edukację, po czym stał się zaufaną prawą ręką Azira – jednak nigdy nie otrzymał wolności. Niespełniona obietnica zjadła to czym był i to czym mógł się stać. Odmówienie mu jednej małej prostej rzeczy, prawa do życia własnym życiem spowodowało że Xerath zdecydował wziąć wszystko, wszystkie rzeczy których mu odmawiano, wszystkie rzeczy na które zasłużył: imperium, wzniesienie i przede wszystkim najczystsza forma wolności.

Z każdym krokiem skierowanym w stronę wspaniałego podium wzniesienia, idąc za swoim imperatorem otoczony przez wartowników, którzy mieli strzec Shurimy, Xerath poczuł nieznaną lekkość, która naprawdę go zaskoczyła. Czy była to radość? Czy zemsta dawała radość? Jej wpływ był prawie fizyczny.

W tym momencie figura odziana w złotą zbroję, w której skryty był jego oprawca zatrzymała się. Następnie odwróciła się i podeszła do Xeratha.

Czy on mógł wiedzieć? W jaki niby sposób się dowiedział? Ten zepsuty narcystyczny chłopiec? Ten prawy, fałszywie życzliwy imperator, który miał na rękach prawie tyle samo krwi co Xerath? Nawet jeśli wiedział to morderczy cios nie mógł już zostać zatrzymany.

Xerath przygotował się na każdą ewentualność. Przekupywał, zabijał, wymanewrowywał i planował przez dekady – udało mu się nawet wykiwać strasznych braci  Renektona i  Nasusa w taki sposób aby trzymali się oni z dala od wstąpienia – ale tego nie przewidział...

Imperator Shurimy, Złote Słońce, Ukochany Matki Pustyni, ten który miał wkrótce wstąpić zdjął swój hełm odsłaniając swoje dumne brwi i wesołe oczy, po czym zwrócił się do swojego najstarszego i najbardziej zaufanego przyjaciela. Mówił o miłości pomiędzy braćmi, pomiędzy przyjaciółmi, o wygranych i przegranych bitwach, o rodzinie, o przyszłości i w końcu... o wolności.

Wraz z tymi słowami strażnicy otoczyli Xeratha trzymając swoje bronie blisko.

A więc książę wiedział. Czy plany Xeratha zostały powstrzymane?

Ale ci głupcy w zbrojach tak naprawdę salutowali. Oni nie mieli żadnych złych zamiarów, oni go uhonorowywali. Oni mu gratulowali.

Wolności.

Jego znienawidzony pan właśnie go uwolnił – on uwolnił ich wszystkich. Żaden mieszkaniec Shurimy miał nie być już nigdy zmuszany do noszenia łańcuchów. Ostatnim gestem Azira jako człowieka było uwolnienie wszystkich ludzi.

Odgłosy radości wszystkich zgromadzonych ludzi zagłuszyli jakąkolwiek odpowiedź jakiej mógł udzielił Xerath. Azir ponownie włożył swój hełm i wszedł na podium, a jego świta przygotowywała go na boskość, która nigdy nie nadeszła.

Xerath stał w cieniu  słonecznego dysku wiedząc, że za kilka sekund całe imperium zostanie zniszczone.

Za późno, przyjacielu. Za późno, bracie. Za późno dla nas wszystkich.

Stara Edytuj

Za czasów pradawnej cywilizacji Shurimy mag Xerath poświęcił się swojej największej pasji, czynieniu magii. Wierzył, że jeśli zgromadzi wystarczającą moc, zdoła wejrzeć w serce Runeterry i poznać wszystkie tajemnice tak historii, jak i wszechświata. Magia ta była zbyt potężna, by dała się skupić w śmiertelnej powłoce, lecz poszukiwanie nieskończonej mocy stało się obsesją Xeratha. Z każdą udaną próbą jego siła rosła, za co płacił jednak cenę. Nadzwyczajne umiejętności magiczne Xeratha wyniszczały jego ciało. Stojąc w obliczu porażki, mag postanowił przeprowadzić niebezpieczny rytuał, aby porzucić okowy udręczonego ciała. Gdyby mu się powiodło, zyskałby nieśmiertelność; w przeciwnym razie czekało go unicestwienie. Niszczycielska magia, wyzwolona podczas rytuału, spustoszyła Shurimę. Z opadającego pyłu wyłonił się z Xerath, wszechpotężna istota powstała z magicznej mocy.

Wyzwolony z cielesnej powłoki Xerath dysponował niemalże nieograniczoną mocą. Jego straszliwy rytuał przeraził jednak pozostałych magów z Shurimy, lękających się, że obsesja Xeratha obróci ich królestwo w perzynę. W ciężkiej walce pokonali Xeratha, lecz nie zdołali zniszczyć jego mistycznej postaci. Nie mając wyboru, uwięzili go w zaklętym sarkofagu i zapieczętowali w podziemnym grobowcu. Tysiąclecia mijały, cywilizacje rodziły się i upadały, a więzienie Xeratha zniknęło z kart historii. Przez wieki energia ożywiająca maga ścierała się z sarkofagiem i osłabiała zaklęcia, którymi był spowity. Wreszcie Xerath wyzwolił magiczny wybuch, który zburzył jego więzienie, lecz strzaskany sarkofag wciąż krępował moc czarownika. Pragnąc uwolnić się od tego brzemienia, Xerath zainteresował się magią nexusów Valoranu i odkrył, że potrafi wchłonąć ich energię. Nexusy miały jednak strażników: kapryśnych czarodziejów zwanych przywoływaczami. Xerath wiedział, że kluczem do jego wolności jest zdobycie zaufania przywoływaczy, więc zaoferował, że odda swą moc na ich usługi w League of Legends.

Nie łaknę zemsty. Czas przyniósł zgubę magom Shurimy. Jeno ja pozostałem. Xerath, Wszechpotężny Mag

Osąd League Edytuj

Kandydat:  Xerath

Data: 4 października 21 r. ECL

OBSERWACJA Edytuj

Nie licząc ogólnie humanoidalnego kształtu znajdującego się w szczątkach roztrzaskanego sarkofagu, praktycznie nic nie wskazuje na to, że istota zwana Xerathem była kiedykolwiek człowiekiem. Zachowuje się w sposób oziębły i wyzuty z uczuć, zaś z żelaznej maski, która stanowi jego oblicze, nie można wyczytać żadnej emocji.

Nie zatrzymuje się, by obejrzeć korytarz, którym idzie. Xerath podchodzi do wrót Komnaty Refleksji i jednym gestem otwiera je.

REFLEKSJA Edytuj

Wrota ledwo zdążyły się zamknąć za Xerathem, gdy jego wzrok przysłoniła burza piaskowa. Kiedy otoczył go kąsający wicher, czarownik z przerażeniem zdał sobie sprawę, że żywioł powoli odziera go z życia. Fragmenty sarkofagu, jeden po drugim, obracały się w pył. Co gorsza, Xerath poczuł, jak opuszczają go siły. Gdy jego więzienie znikało w burzy piaskowej, razem z nim gasła magiczna energia, ustępując miejsca ciału i krwi.

Piasek czasu obrócił się przeciwko niemu. Mag znów był człowiekiem.

Dookoła niego burza w ciemności przyoblekła kształt. Rozpoznał od razu ściany z piaskowca i posągi, które rozciągały się od podłogi aż po sufit. Szlachetne postaci trzymały na piersiach berła, zaś ich oczy, wyłożone złotem, patrzyły na ludzi krzątających się u ich stóp. Znalazł się w Świątyni Sokoła, w której wszyscy magowie Shurimy uprawiali swą sztukę.

Towarzysze młodości Xeratha pojedynkowali się przed obliczem swych przodków. Miotali ogniem i lodem, splatali magię w kształt kling, zaklinając energię w oręż. Była to bowiem powinność czarowników: najpotężniejsi mistrzowie magii mieli zatriumfować nad wszystkimi wrogami Shurimy.

Xerath wpatrywał się w milczeniu w ścianę świątyni, oświetloną blaskiem ich zaklęć. Nic nie osłabiło jego pragnienia zrozumienia czystej magii. Jej miękka poświata wzywała go, on zaś wiedział, że skrywa się w niej tysiąc tajemnic.

- Dlaczego do nich nie dołączysz, Xeracie?

Głos przerwał jego koncentrację. Tabia, jedna z magiń, podeszła do niego. Jej nagłe pojawienie się i uśmiech, który rozkwitł na jej ustach, sprawiły, że przez chwilę nie mógł odnaleźć odpowiednich słów. – Cóż... nie we wszystkim się zgadzamy.

- Jesteś magiem Shurimy, – odparła Tabia. Podeszła bliżej. – Kroczymy tą samą ścieżką. Cóż zatem ci w nich nie odpowiada?

- To, jak splatają czary, – odrzekł, kierując spojrzenie z powrotem na magów. – Czynią z nich oręż, lecz nie rozumieją. Im mocniej narzucasz magii swą kontrolę, tym bardziej oddalasz się od jej źródła.

- Magia to chaos. Poznałeś nauki. Bez prowadzącej ją ręki maga, możemy tylko próbować kontrolować, co zniszczy, a co pozostawi.

- Tak, lecz jeśli pragniemy czystej mocy... Xerath uniósł dłoń. Ponad jego zagiętymi palcami rozbłysnął niebiesko-fioletowy płomień. Wiedział, że może nadać mu dowolny kształt, lecz pozwolił mu po prostu płonąć.

Ogień, wiedziony najsłabszym bodźcem, zaczął rosnąć. Wkrótce rozbuchał się w jego dłoni, zaś moc płomienia krążyła w nim i ogrzewała jego duszę.

- Magii wystarczy samo naczynie. – powiedział.

Uniósł wzrok znad płomienia i zobaczył, że zamiast czaru Tabia obserwuje jego samego. Uśmiechnęła się ponownie, a jej piękno skierowało jego myśli z dala od magii. Płomień między nimi rozgorzał...

... a potem rzeczywistość rozmyła się.

Świątynia pociemniała, a twarz Tabii zniknęła. Przez chwilę wspominał podstęp przywoływaczy i Institute of War, lecz ból wywołał w nim inne wspomnienie.

Nieskrępowana, nieskończona moc paliła jego trzewia. W swym sercu czuł gorzejącą agonię, gdy ogień palił się zbyt gorąco, grożąc, że w każdej chwili przepali go na skroś i unicestwi.

Magia wymaga naczynia... lecz jego słabowite ciało nie zdoła zgromadzić jej więcej... Xerath zacisnął zęby. – Nie pozwolę, by śmiertelna powłoka mnie powstrzymała. – wyciągnął rękę. Magiczny ogień skoczył z jego palców. Buzował mocą, gdy wypalał w powietrzu gasnące runy.

Gorejąca, oślepiająco biała magia urosła wokół niego w rozszalały wicher. Posąg przodka pękł na kawałki, roztrzaskując się z hukiem o posadzkę świątyni. Okiełznanie czaru wymagało całej jego siły i koncentracji. Magia wzbierała i gorzała, próbując wyrwać się spod kontroli.

Ponad tumult wzbił się jednak samotny głos. – Xerath! Przestań!

Tabia.

Xerath z trudem utrzymał rytuał w ryzach, obracając się ku kobiecie. Stała u stóp przodka, a ciemne włosy niezwykle kontrastowały z jej bladą, piękną twarzą.

- Nie wolno ci! – krzyknęła, a w jej oczach jaśniała odwaga. – To cię pochłonie! Już cię zabija, a ty tylko przyspieszysz ten proces!

- Tabio... – Xerath odezwał się z błaganiem w głosie. – Proszę cię... Nic nie rozumiesz...

Wir magii zwijał się i pulsował nad nimi niczym cyklon. Xerath poczuł, jak wymyka się spod kontroli.

- Nie potrzebujesz tego! – powiedziała. Jej głos również był brzemienny w prośbę. – Przerwij to, a zdołasz odzyskać zdrowie. Odzyskasz swoje życie. Pomogę ci... – zawiesiła głos. – Wróć do domu.

Wola Xeratha zachwiała się. Może miała rację? Wyobraził sobie siebie, w domu, wolnego od magów i magii, pomyślał o bólu, jakiego za ich sprawą doświadczył. Uwolniony od trawiącej go energii... Być może...

Tabia otworzyła usta, lecz Xerath nie słyszał jej. Posąg górujący nad nią zachwiał się i przechylił.

- Tabia! NIE!

Na odgłos krzyku Tabii reszta posągów i mury świątyni obróciły się w perzynę, ulegając mocy zaklęcia Xeratha. Stracił nad nim kontrolę. Stał w środku wiru, kryjąc twarz w dłoniach i wykrzykując w cierpieniu jej imię. Wizja domu i ucieczki przed magią rozwiała się, gdy tylko znalazł w sobie siłę, by po nią sięgnąć.

Było zbyt późno, by powstrzymać czar. Pochłonąłby i jego. Mag zadrżał na myśl o tym losie. Wszystkie jego wysiłki – na próżno. Wszystko, czego pragnął – stracone. Chyba, że dokończy rytuał.

Czarownik zawahał się. Część jego duszy pragnęła śmierci, lecz wciąż pamiętał, czego chciał dokonać – stać się czymś większym. Porzucić śmiertelną powłokę, która stanowiła dla innych magów ograniczenie.

Prócz ciała nic już mu nie zostało. Choć ból był prawie nie do zniesienia, Xerath wytężył się.

Zyskam nieśmiertelność... lub zginę.

Uniósł ręce, a wirująca nad nim magia zaczęła przyoblekać kształt, lecz wciąż narastała, niszcząc kolejne posągi i ściany świątyni. Xerath ściągnął czar ku sobie, mobilizując ostatnie siły, ślepy na walącą się świątynię.

Przez moment, pośród chaosu magii widział swoje odbicie: bladego, wychudłego męża, wyglądającego niczym starzec.

Kiedy osnuł go czar, oczy Xeratha wypełniał strach.

Wtem, nawałnica ucichła. Xerath znów znajdował się w Komnacie Refleksji, a przed nim stał zakapturzony przywoływacz.

- Mimo tej olbrzymiej mocy – odezwał się – jesteś więźniem.

- Chwilowa to niewygoda – odparł Xerath, a jego głos niósł się echem.

- Lecz nie jesteś tym, kim chciałeś się stać, gdy okiełznałeś ten czar. Żałujesz tego, magu?

- Nie.

Przwoływacz żachnął się. – Poświęciłeś siebie, swój lud, ukochaną kobietę, wszystko – by zdobyć moc. Moc, do której dostępu mieć nie będziesz.

- Jak już mówiłem – odrzekł Xerath, – to niewygoda. Nie potępienie. Odzyskam wolność.

- Dlaczego chcesz wstąpić do League, Xeracie?

Xerath zastanowił się. – Zostałem uwięziony, bowiem magowie Shurimy nie rozumieli, do czego dążę. Nie pozwolę, by mój cel ponownie został opacznie zrozumiany. Uznaj moje usługi dla waszej League za gest dobrej woli, przywoływaczu.

Przywoływacz zmierzył go wzrokiem, nim w końcu lekko skinął głową. – Jak sobie życzysz. Jakie to uczucie, obnażać swoją jaźń?

Xerath odwrócił się. – Nie jestem już naiwnym uczniem, którego pokazałeś. Moje poprzednie życie nie znaczy dla mnie nic.

Przypisy

Rozpocznij dyskusję Dyskusje o artykule Xerath/historia

  • wtf

    2 wiadomości
    • wtf czemu zmienili umiejetnosci xeartha??
    • To proste - {{ci|Xerath}} jest jedną z rzadszych postaci wybieranych w Lolu, więc Riot postanowił "odnowić" tą zapomnianą post...