FANDOM


Historia Edytuj

Aktualna Edytuj

Wukong to vastajański żartowniś, który wykorzystuje swoją siłę, zwinność i inteligencję, aby oszukać przeciwników i zyskać przewagę. Po znalezieniu przyjaciela na całe życie w osobie wojownika znanego jako  Master Yi, Wukong stał się ostatnim uczniem starożytnej sztuki walki znanej jako Wuju. Wukong, uzbrojony w magiczny kostur, pragnie ochronić  Ionię przed zniszczeniem.

Pośród drzew Ionii żyje plemię Vastajów znanych jako Shimonowie. Te przypominające małpy stworzenia to mądry, ostrożny i pacyfistyczny lud. Z tego powodu postanowili zbudować własne siedziby z dala od ludzi i rozwijać swoje społeczeństwo na szczytach najwyższych drzew Ionii. Shimonowie postrzegają życie jako ewolucyjną wspinaczkę ku wiedzy i dlatego uważają, że w momencie śmierci przyjmują postać kamieni i powracają do ziemi, aby rozpocząć wspinaczkę życia od nowa.

Nawet w młodym wieku Kong miał mało wspólnego z innymi Shimonami. Porywczy, sprytny i uwielbiający zabawę, Kong był solą w oku całej wioski. Gdy w Ionii wybuchła wojna, Kong był zafascynowany odgłosami i kolorami batalii, które toczyły się na dole — przebudziły w nim coś bezwzględnego, coś niekwestionowanego, prawdziwy zew. Kong opuścił swoje plemię, aby przygotować się do tego, co miało być jego przeznaczeniem.

Wyposażony wyłącznie w swój instynkt i bez krzty wyszkolenia, Kong przemierzał Ionię w poszukiwaniu kontrpartnerów, dzięki którym mógłby opanować sztukę walki. Mimo że często bywał posiniaczony, poobijany i miał powybijane zęby, Kong podążał za głosem serca i z każdą walką stawał się coraz lepszym wojownikiem.

Pewnego razu podczas podróży natrafił na noszącego gogle mężczyznę, który medytował na polanie. Kong wyzwał go na pojedynek. Mężczyzna wstał i powalił Konga jednym uderzeniem, a następnie powrócił do medytacji. Kong wyzwał wielu przeciwników, ale nigdy nie doświadczył czegoś takiego.

Przez wiele tygodni powracał na polanę, próbując pokonać wojownika. Mimo że był silniejszy i szybszy od dziwnego mężczyzny, przegrywał każde starcie.

W końcu postanowił spróbować czegoś, czego nie próbował nigdy w życiu — skromności. Uklęknął przed mężczyzną i poprosił o naukę. Mężczyzna bez mrugnięcia okiem zadał Kongowi pytanie: Czemu walczysz?

Kong zorientował się, że nigdy się nad tym nie zastanawiał. Mógł pozostać w swoim pokojowo nastawionym społeczeństwie, ale coś wewnątrz niego kazało mu postąpić inaczej. Kong zadał to samo pytanie mężczyźnie, który odpowiedział, że już przestał walczyć. Następnych kilka dni Kong przesiadywał z mężczyzną na polanie i zastanawiał się nad pytaniem.

W tym czasie mężczyzna zauważył zmianę w jego sercu oraz kierującą nim cichą determinację. Przedstawił się jako Master Yi i zgodził się szkolić Konga w sztukach dyscypliny, opanowania i walki, które nazywał Wuju. Technika i precyzja Konga stawały się coraz lepsze z każdą lekcją, gdyż Yi przekuwał jego lekkomyślność i impulsywność w zabójczo szybki i zaskakujący styl walki.

W czasie treningu zaczęli wzajemnie darzyć się olbrzymim szacunkiem, jednakże Kong wyczuwał w Yi głęboki smutek, którego nie były w stanie złagodzić nawet jego najbardziej komiczne żarty.

A co gorsza, wciąż nie znalazł odpowiedzi na pytanie Yi. Może gdyby wiedział, o co kiedyś walczył Yi, znalazłby też swoją odpowiedź. Kong złożył Yi propozycję. Mieli stoczyć przyjacielski sparing. Jeśli Kong by go wygrał, Yi miał zdradzić mu, o co walczył. A jeżeli wygrałby Yi, Kong nie będzie się odzywał przez calutki rok.

Yi skwapliwie przystał na tę propozycję.

Kong wywabił go z polany prosto na pole dymnych maków i za każdym razem, gdy Yi próbował wykonać jeden ze swoich szybkich ciosów, Kong znikał w mgiełce wydzielanej przez potrząsane kwiaty. W całym zamieszaniu Yi uderzył w coś, co uważał za Konga, a co okazało się kukłą ze słomy, którą Kong uplótł na swoje podobieństwo i umieścił na polu jako przynętę. Kong wykorzystał swoją szansę i uderzył Yi w skroń.

Yi z uśmiechem pogratulował mu przebiegłości. Jednakże uśmiech szybko zniknął z jego twarzy, gdy począł opowiadać, dlaczego odłożył miecz. Yi był niegdyś nieodzownym członkiem sił walczących w obronie Ionii w trakcie inwazji  Noxusu. Razem ze swoimi uczniami tak skutecznie walczyli z Noxianami, że tamci w końcu postanowili skorzystać z broni chemicznej. Yi obwiniał siebie o setki istnień, straconych w wyniku działania  zauńskich bomb chemicznych. Nie będąc już w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego walczy, odszedł na polanę, aby skupić się na medytacji nad tym dylematem.

Kong pochodził z ludu, który postanowił nie mieszać się do wojen tego świata, ale doprowadziło to jedynie do tego, że nie byli przygotowani do stawiania czoła ewentualnemu niebezpieczeństwu. Kong podziwiał Yi za walkę w obronie innych — bez względu na końcowy rezultat. W końcu zdał sobie sprawę, że chciałby robić to samo.

Dzięki Kongowi Yi zorientował się, że uciekał przed prawdą: niezależnie od tego, jak bardzo próbował temu zaprzeczyć, był wojownikiem, a jego lud potrzebował jego pomocy. Wdzięczny Yi podarował Kongowi magiczny kostur stworzony przez legendarnego kowala Dorana oraz nowy tytuł zarezerwowany tylko dla najbystrzejszych adeptów Wuju. Od tego dnia Kong już zawsze był znany jako Wukong.

Yi i Wukong wyszli z dzikich ostępów Ionii, chcąc znaleźć nową sprawę, za którą mogliby walczyć. Razem.

Szybki i Niepojętny Edytuj

Chcesz być szybki i niepojętny, czy powolny i mądry?

 Yi zawsze mnie o to pyta. Mówię „pyta”, ale to nie jest pytanie. Nie ma miejsca na dyskusję. Tak naprawdę odpowiedź jest jedna. Możesz działać impulsywnie, szybko, improwizować i dobrze się bawić... albo możesz wybrać sposób działania Yi. Odpowiedni sposób. Powoli. Cierpliwie. Strategicznie. Z gburowatą, zdeterminowaną miną, jakby się weszło w łajno. Bo wszedł. Bo wsadziłem mu trochę do buta. Pomyślałem, że uzna to za zabawne.

Nie uznał.

(Ale ja się dobrze bawiłem, więc niczego nie żałuję).

Naprawdę irytujące jest jednak to, że zazwyczaj się nie myli. Przez wszystkie lata wspólnych treningów udało mi się pokonać go jakieś... dwanaście razy? Wobec setek przypadków, gdy to on rozłożył mnie na łopatki. I za każdym razem, za każdym jednym razem, gdy najadłem się piachu, wiedziałem, że to przez brak cierpliwości. Wyprowadziłem cios bez pewności, czy trafię w cel. Rzuciłem się na pozorną wyrwę w obronie, która okazała się być pułapką.

I wcale nie jestem skromny na siłę. Jestem niezły. Naprawdę niezły. Yi, choć pozbawiony humoru, jest po prostu jednym z najlepszych wojowników, jakich kiedykolwiek spotkałem. I to nie tak, że jest powolny. Jest szybki. Szybszy, niż można to sobie wyobrazić. Weźmy taki przykład: Yi dobywa miecz, potem obraz się rozmazuje, a po chwili trzech typków leży na ziemi, krwawiąc. Taki szybki.

A więc gdy przypomina mi, bym wybrał cierpliwość i mądrość ponad szybkość i głupotę, przeważnie staram się go słuchać.

Słowo kluczowe to: „staram się”.

I „przeważnie”.

Przemierzaliśmy właśnie las grzybów wielkości rosłego mężczyzny, gdy usłyszeliśmy krzyki.

Nie dość, że przerwał mi w połowie puentę wyśmienitego dowcipu, który właśnie opowiadałem, to zmusił mnie do zanurkowania w gęsty krzew ostu, by uniknąć wykrycia.

Było ich sześciu. Pięciu bandytów i ich więzień, związany liną podstarzały rolnik o niespokojnych oczach.

Już się szykowałem do dosyć liberalnego wykorzystania umiejętności walenia ludzi po głowach moim kosturem, gdy Yi mnie powstrzymał. Uciszył mnie gestem i wskazał na swoje oczy. Obserwuj. Planuj swój ruch. Szybki i niepojętny czy cierpliwy i mądry?

Westchnąłem i przyjrzałem się bliżej całej kompanii.

Porwane ubrania zwisały z ich zgarbionych pleców z mięśniami naprężonymi ze zdenerwowania. Wyglądali, jakby dbali o miecze znacznie lepiej niż o siebie samych. Ich oczy lustrowały otoczenie, wypatrując potencjalnej zasadzki. Jeden z nich wcisnął szmatę w usta rolnika, przypuszczalnie by uciszyć go od wydawania dźwięków takich jak ten, który usłyszeliśmy.

Bandyta.

Stary rolnik upadł na ziemię. Upadek był celowy, każdy to widział. Jego porywacze też. Herszt zatrzymał się i stanął przed rolnikiem. — No, tego już za wiele — powiedział. — Jesteś stary, przyjacielu, ale nie aż tak stary. Zamierzasz potykać się co kilka kroków, by zyskać na czasie? Dać sobie chwilę na przemyślenie, jak się z tego wywinąć? To stare zagranie. Starsze od ciebie.

Kucnął, zrównując się z rolnikiem.

— W twoim domu wcale nie ma skrzyni pełnej drogocennych kamieni, prawda?

Starzec wytrzeszczał oczy na bandytę, a przerażenie powoli zastępowała u niego rezygnacja. Pokręcił głową.

— To dopiero szkoda — rzekł bandyta, a na jego twarzy wykwitł paskudny uśmiech. Uśmiech, który zazwyczaj prowadzi do wbicia sztyletu w czyjeś ciało.

— Zamierzam go teraz uratować — szepnąłem do Yi.

Wojownik pokręcił głową tak mocno, że omal nie zrzucił swoich gogli. Nie musiałem pytać, o co mu chodzi. Chciał, żeby jeden z nas przekradł się dookoła i zaatakował z drugiej strony, biorąc bandytów w kleszcze. Albo coś równie sprytnego i czasochłonnego. Cierpliwie i mądrze.


Największy problem Yi — oprócz tego, że nie śmieje się z moich dowcipów i faktu, że przez swoje gogle wygląda jak wielki robak — jest taki, że kilka ostatnich lat spędził, siedząc samotnie na polu wśród kwiatów. Jego cierpliwość jest nieograniczona. Uważa, że wszystko można sobie przemyśleć. Zaplanować.

Yi jednak chciał działać powoli. Postanowiłem wypróbować jego sposób. Skinąłem na niego, a potem na ścieżkę znajdującą się za bandytami. Ty przedostań się na ich tyły. Zaatakuję na twój sygnał.

Yi wycofał się przez krzaki. Wystrzelił na drugą stronę ścieżki tak szybko, że nikt nie zdołałby go dostrzec, nawet patrząc w tamtym kierunku. Klasyczna pułapka: on zajmie ich uwagę, a ja uderzę ich odsłonięte plecy ze swojej strony.

Wtedy właśnie herszt wyciągnął z kieszeni ostrze. Malutki nożyk, nadający się najlepiej do obierania owoców. Albo poderżnięcia gardła zmęczonemu, staremu rolnikowi.

Nie widziałem Yi, ukrytego w zagajniku po drugiej stronie drogi. Wiedziałem jednak, że nie widzi noża. Nie wie, co się zaraz wydarzy.

Zaraz bandyci zabiją tego człowieka, bez względu na środki ostrożności podjęte przez Yi. Nie było czasu na cierpliwość.

Na szczęście miałem w rękawie ukryte dodatkowe ostrze. Jak już mówiłem, jestem naprawdę dobrym wojownikiem.

Herszt złapał starca za włosy i przyłożył mu nóż do gardła. Wyskoczyłem z krzaków z kosturem nad głową i wytrąciłem ostrze z jego ręki. A potem nastąpił mój ulubiony moment.

Zazwyczaj, gdy na kogoś wyskakuję, pojawia się kilkusekundowe zaskoczenie moim wyglądem, które mogę wykorzystać na swoją korzyść. Większość ludzi nigdy nie widziała Vastajanina, ani tym bardziej Shimona. Stoją chwilę z rozdziawionymi ustami, co daje mi szansę na uderzenie, zanim dotrze do nich, co się dzieje.


Wbiłem kolano w szczękę herszta. Jego zęby zderzyły się tak mocno, że aż się skrzywiłem.

— Zostań, gdzie jesteś, Yi! — krzyknąłem w stronę krzaków, w których się ukrywał. — Poradzę sobie.

Właśnie wtedy ktoś wbił nóż w moje ramię.

Najwidoczniej jeden z tych cholernych głupców nosił na szyi bandolier sztyletów do rzucania, a ja tego nie zauważyłem. Próbowałem nie myśleć o ironicznym uśmiechu Yi.

— Dalej sobie poradzisz? — krzyknął z krzaków. Pewnie zamierzał pozostać w ukryciu na tyle długo, bym dostał po głowie, a potem wkroczyć do walki, uratować mnie i pouczyć na temat cierpliwości.

— Jak najbardziej! — krzyknąłem, rzucając na ziemię kilka dymnych maków. (Zawsze trzymam kilka w kieszeni. Są bardzo przydatne w walce. I jeszcze bardziej przydatne, jeśli mam ochotę podrażnić Yi).

A potem spuściłem im wszystkim łomot. Nie będę was zanudzał szczegółami...

...albo będę, bo są świetne.

Wyciągnąłem kostur przed siebie i zakręciłem nim na tyle wysoko, by nie trafić w leżącego rolnika. Czułem wstrząs w ramionach za każdym razem, gdy drewno trafiało w czaszkę jednego z bandytów. Unikałem ich ciosów, parowałem uderzenia i zarobiłem pięścią w twarz tylko jakieś dwa razy.

Gdy dym opadł, byłem jedynym stojącym na polu walki. Oprócz staruszka, któremu pomogłem wstać. Yi wyłonił się z zarośli, ciężko wzdychając.

— Och, daj spokój — powiedziałem. — Czemu tak wzdychasz? Uratowałem obdartego staruszka...

— Hola! — wykrzyknął staruszek.

—...a moje ramię pewnie się zagoi za kilka dni. Ała — powiedziałem, dotykając świeżej rany. — W jaki sposób zawiodłem cię tym razem?

Yi przeciął więzy krępujące rolnika. — Nie jestem zawiedziony — odrzekł. — Jestem zirytowany.

— Dlaczego?

— Nie lubię przyznawać, że nie miałem racji. Byłeś niecierpliwy, nieroztropny i zrobiłeś dokładnie to, co trzeba było zrobić.

Uśmiechnąłem się.

— Szybki i niepojętny.

Poklepał mnie po zdrowym ramieniu.

— Szybki i niepojętny — powtórzył.

Stara Edytuj

W trakcie Rune Wars w Plague Jungles zaginął ogromny kamień runiczny. Pozostał tam przez wieki, emanując potężną magią, która przeniknęła dziewiczą faunę, dając jej świadomość. Grupa małp, która została wyjątkowo wzmocniona, zaczęła czcić kamień, a ich przywódca, mędrzec plemienia, zaczął uważać, że da on małpom nieśmiertelność. Przeprowadził skomplikowany rytuał, ale ten nie przebiegł zgodnie z planem. Kamień runiczny został zniszczony, nie obdarzył jednak nikogo nieśmiertelnością, lecz stworzył Konga, małpę, która nosiła w sercu moc artefaktu. Kongiem kierowało pragnienie osiągnięcia wielkości. Odnajdywał każdą bestię i monstrum w Plague Jungles w poszukiwaniu godnego przeciwnika, lecz nie udało mu się go znaleźć. Kiedy poprosił mędrca o radę, ten opowiedział mu o bezwłosych małpach z północy, które swymi umysłami i siłą kształtują świat.

Kong wyruszył na północ, chcąc sprawdzić, czy ta legenda jest prawdziwa. Przebył Southern Wastes i Great Barrier. Po drodze napotkał pogrążonego w medytacji  Mastera Yi. Kong zapytał go, kim jest najsilniejszy wojownik północy, a ten opowiedział mu o League of Legends. Historia zauroczyła Konga – miejsce, gdzie zbierali się najpotężniejsi wojownicy świata było dla niego rajem. Kong poprosił Yi o wprowadzenie go do League i nauczenie, jak żyją ludzie, tak aby małpa stała się godnym bohaterem. W zamian za, uczciłby swego mistrza, używając stylu Wuju do stania się największym wojownikiem na RuneterrzeRuneterrze. Podziwiając jego pasję, Yi zgodził się, ale tylko pod warunkiem, że Kong przekaże kiedyś wiedzę o Wuju uczniowi. W duchu tej umowy, nadał Kongowi imię „Wukong” i dał mu broń pasującą do jego nietypowego pochodzenia – magiczny kostur stworzony przez Dorana za młodu. Broń była prawdziwym arcydziełem. Pod przewodnictwem Yi, Wukong wstąpił do League of Legends, aby udowodnić, że jest najlepszy i pokazać światu potęgę Wuju.

„Tylko walka pozwala nam dostrzec swoje prawdziwe oblicze.”
—  Wukong

Cytaty Edytuj

Przy wyborze
  • „Ja będę najlepszy.”  p
Żart

Wukong wbija swój kij w ziemie i rozciąga go do ogromnych długości.

  • „Nieważne jak daleko jest na szczyt i tak tam dotrę, hehehe.”  p
  • „Heh... Założę się, że trafię z stąd w ich bazę, hahaha.”  p
Prowokacja
  • „Popracuj nad sobą. I wtedy się zgłoś.”  p
Atak
  • „Styl Wuju.”  p
  • „Sprawdź się.”  p
  • „Robi się.”  p
  • „Spróbuj mnie powstrzymać.”  p
  • „Mam nadzieję, że mają posiłki.”  p
  • „Czekałem na to.”  p
Ruch
  • „Jasne.”  p
  • „Wskaż mi drogę.”  p
  • „Moje miejsce jest na szczycie.”  p
  • „Gotowy na wszystko.”  p
  • „Zapewnij mi wyzwanie.”  p
  • „Kto śmie we mnie wątpić?”  p
  • „Każdy błąd to nauka na przyszłość.”  p
  • „Nie obijaj się ani przez chwilę.”  p
  • „To dopiero początek mojej drogi.”  p

Osąd League Edytuj

Kandydat:  Wukong

Data: 22 lipca, 21 r. ECL

OBSERWACJA Edytuj

Wukong wpada do Great Hall, wyraźnie zniecierpliwiony. Widać, że cieszy się z nowego wyzwania. Jego ruchy wydają się dzikie i nieskoordynowane, ale mimo to zawsze zachowuje równowagę. Rozgląda się na boki. Nie wiadomo, czy szuka zagrożenia, czy stara się obejrzeć wszystko naraz – pewnie oba.

Kiedy uznaje, że zobaczył lub dotknął wszystkiego w okolicy, podchodzi do drzwi. Zbyt długo już czekał na ten moment.

REFLEKSJA Edytuj

Wukong nie przywykł jeszcze do zamkniętych przestrzeni, którymi otaczają się ludzie. Rozumiał, że potrzebne im schronienie, ale w miejscu, gdzie dominowali ludzie nie było zbyt wielu zagrożeń. Master Yi wyjaśnił mu pojęcie „prywatności” (głównie dlatego, że ciekawość Wukonga sprawiała, że ciągle je naruszał), ale ten wciąż nie rozumiał, dlaczego ludzie tak wiele czasu spędzają w zamkniętych przestrzeniach. Czy nie lubili czuć dotyku słońca na skórze? Ani zapachów, które kolorowy niesie wiatr? – Może to przez ten brak futra? – zastanawiał się.

W Plague Jungles spędzał noce na ostatniej gałęzi najwyższego drzewa, zasypiając w rytm serenady tysiąca stworzeń w świetle gwiazd. Mimo wszystkich cudów, które stworzyli ludzie, nic nie kryło w sobie tak prostej elegancji. Wydaje się, że w ich naturze leżało komplikować wszystko, aż nawet najprostsze zachowania rządziły się własnymi regułami, jak w przypadku manier przy stole, przebywania w toalecie, rytuałów towarzyszących uwodzeniu czy zasadom walki. Złamanie którejś z reguł powodowało dalsze komplikacje. Było to męczące i często bezsensowne.

Jednak mimo wszystkich dziwactw ludzkości, jest ona nadzwyczajna, a jej wojownicy zapewnili Wukongowi wyzwania, których nie znalazł w Plague Jungles i obawiał się, że w ogóle nie istnieją. Przypomniał sobie swoją desperację w dniu, kiedy pokonał morskiego smoka, a jego każdy cel został zrealizowany, a każdy przeciwnik – pokonany. Jego ambicja dawała mu siłę, ale zaczęła go pożerać, kiedy nie miał jej jak spożytkować. Tak jak on była tworem Plague Jungles, gdzie dziwne skupiska magii i życia nagromadzały się do momentu wyzwolenia – następowała wtedy przyspieszona ewolucja.

Z zamyślenia wyrwał go dźwięk szelestu deptanego liścia.

Instynktownie odchylił się do tyłu, w samą porę, by uniknąć ciosu znajomą bronią. Rozpoznał dzieło Dorana – był to jego własny kostur. Ktoś go ukradł? Jednak wciąż czuł, że trzyma go w dłoniach.

Wukong wykorzystał pęd do zrobienia salta i uniósł broń do obrony w tej samej chwili, kiedy jego stopy dotknęły ziemi. Ziemia... gdzie ja jestem? Rozejrzał się i natychmiast rozpoznał zielone paprocie, ogromne drzewa kopak i wszechobecne pnącza.

Jakim cudem znalazł się w Plague Jungles? I co ważniejsze, kto go zaatakował?

W okolicy nie widział swego napastnika. Niemożliwe też, by ktoś uciekł tak szybko. Rozgarnął wszechobecną roślinność, szukając śladów innej istoty. Miał setną sekundy na zauważenie dziwnego cienia, zanim podróbka jego broni uderzyła go w pierś. Cios zadano z około sześciu metrów, czyli odległości kilka razy dłuższej niż zasięg kostura. Podróbka czy nie, miała te same unikalne właściwości, co oryginał.

Cios pozbawił go tchu i cisnął na omszone podłoże. Udało mu się utrzymać na nogach, ale z trudem odzyskał równowagę, znowu nabierając tchu. Rozmyty kształt, zauważony kątem oka był zapowiedzią kolejnego ataku, ale Wukong zdołał rozpoznać jego lśniącą, złotą zbroję, zanim spadł na niego grad ciosów. Nie mogło być mowy o pomyłce.

To... ja?

Parując szaleńcze ciosy Wukong ledwo utrzymał się na nogach. Wrogi klon był szybszy niż on, a ataki trafiały w czułe miejsca. Chciał przejąć kontrolę nad przeciwnikiem, tak jak nad swoimi iluzjami, ale bez zdziwienia odkrył, że zakończyło się to niepowodzeniem. Klon nie był jedną z jego sztuczek – był czymś zupełnie innym. Czy możliwe, że dżungla wydała na świat innego, lepszego małpiego króla? Ta myśl przeraziła go.

Wukong zauważył lukę w zasłonie przeciwnika i zadał potężny cios. Zrobił to idealnie – klon nie zdołał zareagować przed otrzymaniem potężnego uderzenia kosturem w szczękę.

Kiedy go trafił, wróg zniknął w obłoku dymu.

O-o. Wukong dobrze znał tę taktykę. Wiedział, że wróg zaatakuje go i starał się zasłonić, jednak nie zdążył. Ból oślepił go, kiedy padał twarzą w błoto i paprocie. Kiedy mrugał, starając się przywrócić sobie wzrok, a klon krążył dookoła, ciesząc się zdobytą przewagą.

- Dlaczego chcesz wstąpić do League, Wukong? Pytanie, zadane jego głosem, wstrząsnęło nim.

- Żeby stać się najlepszym – wycharczał, wypluwając ziemię.

- Przed tobą długa droga.

- To jest w tym wszystkim najlepsze. – Wukong klęknął na jedno kolano. – Kiedy znajdziesz się na szczycie, nie masz gdzie się udać. Z ciekawością przyjrzał się klonowi, być może nie wszystko było takie, na jakie wyglądało. – A poza tym, nie jestem tak daleko, jak ci się wydaje.

Uśmiechnął się złośliwie, a klon uderzył kosturem, wyczuwając niebezpieczeństwo. Trafił tylko w chmurę dymu. Wukong przeleciał za nim, uczepiony winorośli, trzymając kostur niczym lancę. Klon obrócił się tak szybko, że stanowił rozmyty kształt, a jego kostur celował w Wukonga. Trafił idealnie, ale Wukong zmienił się w kolejną chmurę.

Drzewa zaczęły ożywać. Pojawił się kolejny Wukong, a potem jeszcze jeden i jeszcze... Klon poruszał się niczym maszyna, przechwytując każdy atak, jednak powoli zaczęła otaczać go mgła, gdyż przeciwnicy zmieniali się przed nim w dym. Chciał się przesunąć, aby znaleźć lepsze miejsce do walki, ale Wukongowie rzucali się na niego, otaczając i przygważdżając go. Jeden Wukong stał poza chmurą z założonymi rękami, patrząc jak klon stara się uniknąć przegranej.

- Wiesz, człowieku, w Plague Jungles jest inaczej. Nikt o nas nie dba, nie chroni. Większość stworzeń nie walczy dla zabawy – robią to, by przetrwać. – uniknął ciosu klona, który liczył na łut szczęścia. – Ale ja walczę, by być najlepszym. Dlatego jestem wyjątkowy. Dlatego zacząłem szukać waszej League. Dlatego będę najlepszy.

Klon wyraźnie opadał z sił. Wukong zerwał brzoskwinię z pobliskiego drzewa i ugryzł ją. Smakowała bosko.

- Co do ludzi, macie świat u stóp, ale w pojedynkę najczęściej załamujecie się, kiedy trafiacie na przeszkodę. – stwierdził, jedząc owoc.

Nagle dżungla zniknęła. Upuścił brzoskwinię, ale ta zniknęła, zanim dotknęła podłoża. Został tylko klon na tle ciemności. Jego oczy jaśniały, ale miał zadowolony wyraz twarzy.

- Jakie to uczucie, obnażać swoją jaźń?

Wukong poklepał klona po ramieniu, a obraz, na który ten patrzył, zniknął, zostawiając po sobie obłok dymu.

- Mówiłem, że nie jestem tak daleko. – stwierdził z uśmiechem Małpi Król.

Klon zniknął z gniewnym grymasem, a Wukong znowu był w Institute. Zaśmiał się.

Ludzie i te ich rytuały. Tak czy siak, przeszedł kolejną próbę i pokonał następną przeszkodę. Pora sprawdzić, ile warta jest ta cała League.

Rozwój Edytuj

  • Pierwszy podstawowy portret Wukonga (w wykonaniu Kienana Lafferty)
  • Pierwsza wersja drugiego portretu Wukonga
  • Pierwszy portret Wulkanicznego Wukonga
  • Pierwszy portret Wukonga Generała
  • Model Wukonga 1 (w wykonaniu Maokaia Xiao)
  • Model Wukonga 2 (w wykonaniu Maokaia Xiao)
  • Grafika koncepcyjna Wukonga z Podziemi (w wykonaniu Aquatica Moona)
  • Pierwszy portret Nefrytowego Smoka Wukonga
  • Grafika promująca Promiennego Wukonga 1 (zapowiedź Festynu Księżyca 2016)
  • Grafika promująca Promiennego Wukonga 2 (zapowiedź Festynu Księżyca 2016 w Chinach)
  • Nieruchomy ekran logowania Promiennego Wukonga
  • Model Promiennego Wukonga 1 ( w wykonaniu Duya Khanha Nguyena)
  • Model Promiennego Wukonga 2 ( w wykonaniu Duya Khanha Nguyena)
  • Model Promiennego Wukonga 3 ( w wykonaniu Duya Khanha Nguyena)

Pierwsza odsłona Edytuj

Monkey King

Post[1] IS18a766a8884887 dodany dnia 15 kwietnia 2011 roku:

Przywoływacze!

Widzieliście już naszego niesamowitego, lekko szalonego  Rumble,– Mechaniczne Utrapienie Yordlów. Nie jest to jedyna niespodzianka, jaką dla was przygotowaliśmy! Oto krótki zwiastun bohatera, który pojawi się w dalszej przyszłości. Minie trochę czasu, nim będziecie mogli zabrać go na Fields of Justice, ale z pewnością jeszcze o nim usłyszycie!

Z prawdziwą przyjemnością prezentujemy wam film z Małpim Królem!

Zwiastun Edytuj

Wukong Teaser PL

Post[2] Average Gatsby'ego dodany dnia 16 lipca 2011 roku:

Jeśli oniemieliście po ujrzeniu naszego pierwszego rzutu okiem na świetnego, zwinnego Małpiego Króla w kwietniu, to pewnie ucieszycie się, że dobiega kres oczekiwaniu na niego. I nie, to nie są małpie wygłupy. Jeśli chcecie świętować wydanie Wukonga, Małpiego Króla, przygotujcie się. To naczelny, którego nie chcecie przegapić.

Pokaz z Rozgrywki Edytuj

Post[3] Monkey Wrangler'a dodany dnia 21 lipca 2011 roku:

Przywoływacze!

W związku z zamieszaniem wokół Wukonga, Małpiego Króla, uznaliśmy, że dobrze byłoby przyjrzeć się jemu i jego umiejętnościom. Wukong to walczący wręcz napastnik, posiadający dużą mobilność. Potrafi on skutecznie uciekać i toczyć bój z wieloma wrogami naraz. Tego szlachetnego małpiego monarchę przybliży wam młodszy producent Paul Belleza z zespołu projektowania bohaterów.

Zobaczcie Wukonga, Małpiego Króla w akcji!

Wukong z Podziemi przemierza ciemność Edytuj

Wukong z Podziemi przemierza ciemność

Strona internetowa skórki

PO RIOT PARADOX

Czarna Mgła chwyta Wukonga z Podziemi, oplatając jego kostur, gdy ten przemierza Shadow Isles. Opaska przytrzymuje jego grzywę, odkrywając świecące, szmaragdowe oczy. Jego zaostrzony ogon przepędza obłok, a Wukong śmieje się pod nosem. Wykonuje obrót kosturem i wędruje dalej w ciemność.

Wukong Underworld Screenshots

Przemierz ciemność z Wukongiem z Podziemi, dostępnym w sklepie League of Legends za 1350 RP (w wyprzedaży za 975 RP do 28 października).

Przypisy

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki