Fandom

League of Legends Wiki

Ptak i Gałąź/Rozdział 7

< Ptak i Gałąź

1,521stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Udostępnij

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

VII Edytuj

YasuoYasuo spojrzał na odległy zajazd. Okrągłe kamienne ściegi zablokowały drogę i uniemożliwiły pościg. Zyskali trochę czasu, ale świt był coraz bliżej. A wraz z nim więcej ludzi, którzy chcą ich dopaść. Dopaść jego.

– Znali cię – głos TaliyahTaliyah był cichy. – Yasuo – zatrzymała się na tym słowie.

– Musimy ruszać.

– Chcieli cię zabić.

Yasuo wypuścił powietrze. – Wiele osób chce mnie zabić – powiedział. – A teraz niektórzy będą chcieli zabić i ciebie. Jeżeli ma to jakieś znaczenie, nie popełniłem zbrodni, o którą mnie oskarżają.

– Wiem.

Yasuo nie było imieniem, które podał podczas podróży, ale nie miało to znaczenia. Nie pytała go o przeszłość podczas wspólnych wędrówek. Po prawdzie nie pytała go o nic, poza tym, czy mógłby ją uczyć. Teraz przyglądała się mentorowi i wydawało się, że jej zaufanie sprawia mu ból. Być może nawet większy, niż gdyby uważała go za winnego. Odwrócił się i zaczął się od niej oddalać.

– Dokąd idziesz? Shurima jest na zachodzie – w jej głosie rozbrzmiewało zakłopotanie.

Yasuo nie odwrócił się, by na nią spojrzeć. – Shurima nie jest miejscem dla mnie. Ani dla ciebie. Jeszcze nie teraz – jego słowa były chłodne i wyważone, jakby przygotowywał się na nadchodzącą burzę.

– Słyszałeś tych kupców. Zaginione miasto się pojawiło.

– To historyjka, aby wystraszyć kupców i podbić ceny shurimańskiego płótna – powiedział.

– A jeżeli prawdziwy bóg kroczy pośród piasków? Nie wiesz, co to oznacza. Zechce odzyskać wszystko, co utracił. Ludzi, którzy kiedyś mu służyli, plemiona... – głos Taliyah przepełniały emocje tego wieczora, słowa wydobywały się szybko z jej ust. Odeszła tak daleko, aby ich chronić, a teraz znajdowała się po drugiej stronie świata, gdy jej potrzebowali. Wyciągnęła rękę, chcąc pociągnąć go za ramię, aby zwrócił na nią uwagę i wysłuchał.

– On zniewoli moją rodzinę – jej słowa odbiły się echem od otaczających ich skał. – Muszę ich chronić. Nie rozumiesz tego?

Zerwał się podmuch, który poruszył kamyczki na ziemi i zawiał włosy Yasuo na twarz.

– Chronić – rzekł szeptem. – Czy twoja Wielka Tkaczka nie roztacza nad nimi opieki? – słowa dobywały się zza zaciśniętych zębów. Mężczyzna, jej nauczyciel, zwrócił się ku swojej uczennicy, a przerażający ją gniew lśnił w jego oczach. – Nie zakończyłaś szkolenia. Ryzykujesz życiem, jeżeli do nich pójdziesz.

Stanęła twardo i zwróciła się ku niemu.

– Są warci mojego życia.

Wiatr zawirował wokół nich, ale dziewczyna się nie ruszyła. Yasuo wydał z siebie długie westchnięcie i spojrzał na wschód. Blask światła zaczął przebijać się przez ciemnoniebieską noc. Wiatr się uspokoił.

– Mógłbyś iść ze mną – zaproponowała.

Mężczyzna rozluźnił zaciśniętą szczękę. – Ponoć pustynne napitki są bardzo dobre – rzekł. Lekki wietrzyk rozwiał włosy dziewczyny. A potem ta chwila minęła, ponownie zastąpiona bolesnym wspomnieniem. – Ale muszę jeszcze coś zrobić w Ionii.

Taliyah przyglądała mu się uważnie, a następnie sięgnęła do wnętrza tuniki i urwała długą nitkę. Wręczyła mu kawałek ręcznie przędzonej wełny. Spojrzał na niego podejrzliwe.

– To tradycyjna forma podziękowania pośród mojego ludu – wyjaśniła Taliyah. – Wręczenie jakiejś części siebie oznacza bycie zapamiętanym.

Mężczyzna ostrożnie sięgnął po nitkę i związał nią sobie włosy. Ostrożnie wypowiedział następne słowa.

– Podążaj tędy do następnej doliny rzecznej, a tą rzeką do morza – powiedział, wskazując niewielką ścieżkę. – Mieszka tam samotna rybaczka. Powiedz jej, że chcesz zobaczyć Freljord. Daj jej to.

Ze skórzanej sakiewki przy pasie wydobył wysuszone nasionko klonu i wcisnął jej w dłoń.

– Na mroźnej północy żyją ludzie, którzy opierają się noxiańskim rządom. Dzięki nim może powrócisz do swojej pustyni.

– Czym jest ten... Freljord? – zapytała, powtarzając słowo.

– Lodem – rzekł. – I skałami – dodał, mrugając okiem.

Teraz ona się uśmiechnęła.

– Będziesz się szybko poruszać, mając pod sobą góry. Wykorzystaj swoją moc. Tworzenie. Zniszczenie. Zaakceptuj je. W całej rozciągłości. Twoje skrzydła zaniosły cię daleko – powiedział. – Może nawet zaniosą cię do domu.

Taliyah spojrzała na ścieżkę prowadzącą do doliny rzecznej. Miała nadzieję, że jej plemię jest bezpieczne. Być może zagrożenie istniało tylko w jej głowie. Gdyby zobaczyli ją teraz, co by sobie pomyśleli? Czy w ogóle by ją poznali? Babajan powiadali, że niezależnie od koloru nitki ani tego, jak gruba lub cienka była po umieszczeniu na wrzecionie, wełna zawsze pozostawała tym, czym była na początku. Taliyah przypomniała sobie o tym i to ją pocieszyło.

– Wierzę, że utkasz coś wspaniałego. Bezpiecznej podróży, młoda jaskółko.

Taliyah odwróciła się, aby spojrzeć na swojego towarzysza, ale już zniknął. Jedynym śladem jego obecności były źdźbła trawy kołyszące się w porannym wietrze.

– Jestem pewna, że Wielka Tkaczka ma plany także w stosunku do ciebie – rzekła.

Taliyah umieściła nasionko klonu w kieszeni płaszcza i ruszyła ścieżką prowadzącą do doliny, a kamienie pod jej stopami unosiły się z radości, aby ją powitać.

Taliyah Bird and the Branch footer.jpg

Więcej w Fandom

Losowa wiki