Fandom

League of Legends Wiki

Ptak i Gałąź/Rozdział 5

< Ptak i Gałąź

1,521stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Share

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

V Edytuj

TaliyahTaliyah przygryzła dolną wargę. Rozejrzała się po zajeździe, z ekscytacją podskakując na swoim miejscu. Był późny wieczór i przy stołach siedziało niewiele osób. Minęło dużo czasu, od kiedy przebywała pośród ludzi. Spojrzała na swojego ponurego kompanaponurego kompana, który nalegał, aby usiąść w zaciemnionym rogu. Mężczyzna, który stał się jej nauczycielem, był jej jedynym towarzyszem. Grymas na jego twarzy, który pojawił się od chwili, gdy zgodził się na posiłek w znajdującym się na uboczu zajeździe, nie wywoływał zbyt przyjaznej atmosfery.

Gdy okazało się, że jest tak samo nieznajomy, jak pozostali ludzie, zrelaksował się i rozsiadł w cieniu, opierając się plecami o ścianę i trzymając napój w ręku. Teraz, gdy już nic nie rozpraszało jego uwagi, zwrócił się do niej.

– Musisz się skupić – rzekł. – Nie możesz się wahać.

Taliyah przyglądała się liściom, które wirowały na spodzie jej kubka. Dzisiejsza lekcja była trudna. Nie poszła dobrze. Skończyło się na tym, że oboje byli pokryci pyłem i odłamkami skał.

– Niebezpieczeństwo pojawia się, gdy twoja uwaga jest rozproszona – powiedział.

– Mogę kogoś skrzywdzić – odparła, spoglądając na nowe rozdarcie w ubraniu mężczyzny, tuż obok jego szyi. Jej odzienie nie wyglądało lepiej. Spojrzała na swój nowy płaszcz i podróżną spódnicę. Żona gospodarza zlitowała się nad nią i dała jej to, co udało jej się znaleźć, pozostawione przez poprzednich klientów. Musiała się przyzwyczaić do długich rękawów w ioniańskim stylu, ale cały strój był wytrzymały i dobrze utkany. Zatrzymała swoją prostą tunikę, wyblakłą od noszenia, nie chcąc pozbywać się ostatniej rzeczy, która wiąże ją z domem.

– Wszystko, co zostało zniszczone, można naprawić. Kontrolę zdobywa się przez trening. Stać cię na znacznie więcej. Pamiętaj, że idzie ci lepiej.

– Ale... co jeżeli poniosę porażkę? – zapytała.

Spojrzenie mężczyzny skierowało się na otwierające się drzwi zajazdu. Weszła przez nie para kupców, otrzepując się z kurzu. Gospodarz skierował ich do wolnych stolików obok Taliyah i mężczyzny. Pierwszy zaczął zmierzać w ich stronę, a drugi czekał na zamówiony napój.

– Wszyscy ponoszą – rzekł towarzysz Taliyah. Drobny grymas frustracji przemknął po jego twarzy, psując jego spokojną aparycję. – Porażka to tylko moment w czasie. Musisz się ruszać i on w końcu minie.

Jeden z kupców usiadł przy pobliskim stoliku i przyglądał się Taliyah, a jego oczy przeskakiwały od jej wyblakłej, lawendowej tuniki do kamienno-złotej ozdoby w jej włosach.

– Czy to shurimańskie, dziewczyno?

Taliyah starała się jak najlepiej go ignorować. Zauważył ochronny wzrok jej towarzysza i roześmiał się.

– Kiedyś byłoby to rzadkie – rzekł kupiec.

Dziewczyna patrzyła się na ręce.

– Teraz jest trochę bardziej pospolite, skoro pojawiło się wasze zagubione miasto.

Taliyah poderwała wzrok. – Co?

– Podobno rzeki płyną do tyłu. – kupiec pomachał ręką w powietrzu, wyśmiewając tajemnice odległego ludu, który uważał za prosty. – Wszystko dlatego, że wasz ptasi bógptasi bóg powstał z grobu.

– Czymkolwiek on jest, nie robi różnicy. To wszystko zagraża handlowi – drugi kupiec dołączył do pierwszego. – Podobno chce zebrać swój lud. Tęskni za swoimi niewolnikami i takie tam.

– Dobrze, że jesteś tu, a nie tam, dziewczyno – dodał pierwszy kupiec.

Drugi kupiec spojrzał znad swojego piwa, nagle dostrzegając towarzysza Taliyah. – Wyglądasz znajomo – rzekł. – Widziałem już twoją twarz.

Drzwi zajazdu otworzyły się ponownie. Do środka wkroczyła grupa strażników, uważnie rozglądając się po pomieszczeniu. Mężczyzna w środku, wyraźnie będący jakimś kapitanem, zauważył dziewczynę i jej towarzysza. Taliyah wyczuła narastającą w pomieszczeniu panikę, gdy kilku gości wstało i szybko skierowało się do wyjść. Nawet kupcy wstali i wyszli.

Kapitan przeszedł pomiędzy pustymi stołkami w ich kierunku. Zatrzymał się w odległości na wyciągnięcie miecza od ich stolika.

– Morderca – rzekł.

Więcej w Fandom

Losowa wiki