FANDOM


IV Edytuj

Ptak skubał pobliską sosnę. TaliyahTaliyah kopnęła śnieg, przez pomyłkę wrzucając go sobie do buta. Nerwowo szarpnęła nogawką, wściekła na słowa mężczyznymężczyzny i roztapiający się lód, który ściekał jej po kostce.

– Dlaczego wybrałam tę drogę? Opuściłam swój lud i swoją rodzinę, aby chronić ich przede mną.

Zatrzymała się. Zapadła nienaturalna cisza. Wszelka zwierzyna, która znajdowała się w pobliżu, uciekła na dźwięk jest kroków. Nie wyczuwając żadnego zagrożenia ze strony dziewczyny, mały ptaszek gniewnie ćwierkał na nią z gałęzi. Teraz nawet on zamilkł.

Taliyah stanęła, zachowując ostrożność. W gniewie zawędrowała od jaskini dalej, niż zamierzała. Bardziej przyciągały ją kamienie niż drewno i w zamyśleniu podążała wzdłuż odkrytej grani, aż zorientowała się, że spogląda na kamienisty klif. Nie sądziła, że mężczyzna za nią podąży, ale wyczuła, że coś ją obserwuje.

– Kolejne kazania? – zapytała z oburzeniem.

W odpowiedzi usłyszała mrożący krew w żyłach wydech.

Wsunęła jedną rękę do płaszcza, a drugą sięgnęła po procę. Trzy kamienie zagrzechotały jej w kieszeni. Chwyciła jeden z nich, gdy zgrzytanie żwiru zdradziło pozycję jej prześladowcy.

Taliyah odwróciła się, aby spojrzeć na istotę znajdującą się za jej plecami. Zobaczyła stąpającego ostrożnie wielkiego ioniańskiego śnieżnego lwa.

Nawet stojąc na czterech krępych nogach, górował nad nią. Cielsko bestii było dwukrotnie dłuższe od ciała dziewczyny, a jej gruby kark pokrywała krótka, biała grzywa. Lew obserwował dziewczynę. Wypuścił z paszczy dwa świeżo zabite zające i zlizał strużkę czerwieni z kła większego niż jej przedramię.

Przed chwilą widok z klifu, na którym stała, zapierał jej dech w piersi. A teraz była przez niego uwięziona. Gdyby zaczęła uciekać, bestia dopadłaby ją natychmiast. Taliyah przełknęła ślinę, próbując opanować panikę, bo strach ściskał ją za gardło. Umieściła kamień w procy i zaczęła nią kręcić.

– Wynoś się stąd – powiedziała. W jej głosie nie było słychać przerażenia, które odczuwała w środku.

Lew podszedł o krok bliżej. Dziewczyna cisnęła kamieniem z procy. Trafiła bestię w pobliżu grzywy, a futro złagodziło uderzenie. Zwierzę zawarczało z niezadowolenia, a Taliyah nie mogła rozróżnić wibracji od dudnienia swojego serca, które chciało wyrwać się z piersi.

Umieściła kolejny kamień w procy.

– No dalej! – krzyknęła, udając odwagę. – Powiedziałam, żebyś się wynosił!

Taliyah cisnęła kolejnym kamieniem.

Wygłodniały warkot drapieżnika stał się głośniejszy. Ptak siedzący na sośnie uznał, że z tego spotkania nie wyniknie nic dobrego i odleciał.

Taliyah sięgnęła do kieszeni po ostatni kamień. Ręce trzęsły jej się z zimna i strachu. Kamień wyślizgnął jej się z palców i upadł na ziemię, odtaczając się na bok. Spojrzała do góry. Głowa lwa zakołysała się między umięśnionymi barkami, gdy zrobił kolejny krok w jej stronę. Kamień znajdował się poza zasięgiem dziewczyny.

– Zbierasz kamienie rękami? – słowa mężczyzny rozbrzmiały w jej głowie. Może był inny sposób. Taliyah sięgnęła po kamień za pomocą myśli. Kamyk zadrżał, ale w ziemi poniżej dało się odczuć mocniejsze drgania.

Konar obok niej wciąż poruszał się po tym, jak ptak z niego odleciał. Ptak nie ufa gałęzi. Wybór był jasny: mogła stać nieruchomo, targana wątpliwościami, i dać się pożreć bestii albo skorzystać ze swojej mocy i zaryzykować.

Taliyah, dziewczyna urodzona w pustynnym kraju znajdującym się daleko od zaśnieżonej Ionii, skupiła się na obrazie ptaka i kiwającej się gałęzi. W tym momencie zapomniała o grożącej jej śmierci. Samotność, która ją gnębiła, zniknęła i została zastąpiona jej ostatnim tańcem pośród piasków. Poczuła, jak jej matka, ojciec, Babajan – całe plemię ją otacza. Przypomniała sobie, jak wyszeptała obietnicę powrotu, gdy wreszcie opanuje swój dar.

Spojrzała bestii prosto w oczy. – Poświęciłam zbyt wiele, żebyś mnie powstrzymał.

Kamienie pod jej stopami zaczęły wykrzywiać się w hipnotyzujący sposób. Skupiła się na cieple tego ostatniego uścisku i skoczyła.

Dudnienie narastało poniżej, głośniejsze od warczenia bestii. Lew próbował się wycofać, ale było za późno. Ziemia pod jego łapami rozsypała się w kaskadę wirującego żwiru, a ciężar bestii pociągnął ją w dół rozsypującego się klifu.

Przez chwilę Taliyah unosiła się ponad opadającą ziemią. Skały pod jej nogami rozpadały się na tysiące małych kawałków i nie były dość stabilne, aby je kontrolować. Wiedziała, że nie będzie w stanie utrzymywać tego w nieskończoność. Zaczęła spadać. Zanim zdążyła pożegnać się z rozpadającym się wokół niej światem, uniósł ją potężny podmuch wiatru. Silne palce chwyciły kołnierz jej płaszcza.

– Nie przypuszczałem, że mówisz poważnie o zrzucaniu góry, młoda jaskółko. – Z jękiem mężczyzna wciągnął Taliyah na nowo powstałą półkę. – Teraz rozumiem, dlaczego większość twojej pustyni jest płaska.

Roześmiała się. Ucieszyła się na dźwięk jego pouczającego głosu. Taliyah spojrzała za krawędź klifu i podniosła się. Otrzepała się, podniosła upuszczone przez lwa zające i lekkim krokiem zaczęła wracać do jaskini.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki