FANDOM


Historia Edytuj

Aktualna Edytuj

Zatańcz ze mną, zwierzaczku. Zatańczmy aż do zatracenia.
Orianna jest cudem techniki w całości skonstruowanym z mechanicznych części. Jednak nie zawsze tak było – kiedyś była dziewczyną z krwi i kości. Jako dziecko w  Piltover, Orianna zachorowała. Jej obumierające organy zastąpiono skomplikowaną protetyką, aż wreszcie stała się pierwszą całkowicie zmechanizowaną osobą. Jej nieodłącznym towarzyszem jest mechaniczna kula, którą stworzyła, by była jej obrońcą i przyjacielem. Ciekawa samej siebie i swojego miejsca na świecie, Orianna poszukuje celu swojego istnienia.

Dorastając w bogatej dzielnicy w Piltover, Orianna chroniona była przed okrucieństwem i niesprawiedliwością zewnętrznego świata przez ojca, Corina Revecka, wynalazcę cieszącego się uznaniem. Jego wyszukane projekty posiadały takie bogactwo szczegółów, że nawet ci, którzy nie potrzebowali ich z medycznego punktu widzenia, pragnęli posiadać zbudowane przez niego mechanizmy i usprawnienia zasilane mechanicznie. Patroni byli zgodni, że jego dzieła mają niespotykaną jakość nadającą im cech nieomal ludzkich, jakby za pomocą kół zębatych i mechanicznych części był w stanie tchnąć w nie magię.

Pragnąc opanować tę sztukę, Orianna niestrudzenie ćwiczyła pod okiem mistrza. Jej ojciec był genialny, lecz stronił od ludzi, więc to Orianna zajmowała się kontaktem z klientami. Obdarzona dociekliwą i przyjacielską naturą, wkrótce stała się twarzą całego przedsięwzięcia.

Mimo że rzadko zapuszczała się poza swoją dzielnicę, Orianna często wymykała się do teatru, gdzie mogła oglądać tancerzy, których podskoki i piruety tworzyły obraz miejsc leżących z dala od Piltover. Niezwykłe przygody rozgrywały się tam przed jej oczami. Nieśmiertelny mag przemierzający pustynię w poszukiwaniu zaklęcia, które zgubił sto lat temu. Pokojówka, która przebrała się za kamień w magicznej dżungli. Pielgrzym wspinający się na niesamowicie wysoką górę, zdolną wyleczyć każdego, kto osiągnie jej szczyt. Dziesiątki historii o odległych krainach, które poruszały jej wyobraźnię.

Orianna, zauroczona opowieściami tancerzy, marzyła, by pewnego dnia odwiedzić te nieznane, dalekie ziemie. Z balkonu teatru przyglądała się każdemu ruchowi i detalowi, by po powrocie do warsztatu ojca tworzyć maleńkie figurki zainspirowane oszałamiającym przedstawieniem.

Pewnego spokojnego dnia, gdy podczas pracy w sklepie Orianna pomagała starszej kobiecie w dopasowaniu mechanicznej ręki, pacjentka wspomniała o straszliwym wypadku, który miał miejsce w  Zaun – mieście, nad którym zbudowano Piltover. Wybuch uwolnił chmurę toksycznych gazów, które zatruły powietrze w całej okolicy. Bez odpowiedniego leczenia następowała niewydolność organów i powolna śmierć. Zainfekowani przenoszeni byli do odizolowanego obozu medycznego w sercu Zaun.

Pewna tego, że ich umiejętności mogą pomóc ofiarom zatrutego powietrza, Orianna próbowała przekonać ojca, by udali się do Zaun. Corin stwierdził, że narażenie się na wpływ toksycznego gazu jest zbyt ryzykowne, i zabronił córce udać się w tak niebezpieczne miejsce. Jednak Orianny nic nie było w stanie odwieść od zamiaru pomocy i tuż przed świtem wymknęła się z domu. Wzięła ze sobą tyle respiratorów, ile mogła unieść, założyła maskę ochronną i skorzystała z hexdraulicznej windy, by dostać się do Zaun.

Ogrom zniszczenia wstrząsnął Orianną. Ulice w pobliżu miejsca wybuchu były pokryte gruzem i pełne chmur toksycznego dymu, a Zaunici chodzili po nich z twarzami zakrytymi zaledwie natłuszczonymi szmatami. Nigdy w swoim życiu nie widziała takiego cierpienia. Dołączyła do grupy wolontariuszy niosących pomoc tym, którzy zostali najbardziej dotknięci trucizną. Noc w noc wracała w to miejsce, by naprawiać zepsute respiratory i wyposażać mieszkańców podziemnego miasta w ezofiltry, chroniące ich przed szkodliwym wpływem gazów.

Gdy Orianna oddała już wszystkie respiratory, zauważyła dziecko, które ciężko walczyło o każdy oddech. Bez chwili wahania zdjęła własną maskę i oddała ją dziecku, osłaniając własną twarz chusteczką. Minęło kilka dni, a Orianna sama źle się poczuła. Wkrótce sama zaczęła mieć problemy z oddychaniem, i to nawet czystym powietrzem w swoim domu. Każdy wdech był cierpieniem, gdy jej płuca rozkładały się w jej ciele, i zmuszona została zmierzyć się ze swoją śmiertelnością.

Zdruzgotany nieszczęściem, jakie spotkało jego córkę, Corin podjął prace nad swoim najambitniejszym do tej pory projektem – zastąpienia zanikających płuc Orianny zautomatyzowanymi replikami. Użył materiałów filtracyjnych najwyższej jakości, zarezerwowanych dla swoich najzamożniejszych klientów. Po tygodniach bezsennych nocy zbudował wyrafinowany aparat, który wszczepił w miejsce płuc Orianny. Chcąc zapobiec dalszemu narażaniu się na niebezpieczeństwo przez Oriannę, Corin zaopatrzył ją w mechanizm zasilający płuca, do którego tylko on posiadał klucz. Zastępcze płuca działały bez zarzutu. Wkrótce Orianna wróciła do zarządzania sklepem.

Niestety fortuna Orianny nie trwała długo. Po kilku miesiącach zdrowia jej stan pogorszył się, gdy trucizna rozprzestrzeniła się na resztę ciała. Wraz z ojcem pracowali w pocie czoła, by zbudować repliki każdego z jej organów. Gdy któryś zawodził, wymieniany był na mechaniczny.

Jednak wraz z anatomicznymi modyfikacjami, Orianna traciła poczucie własnej tożsamości. Z czasem coraz większa część jej ciała składała się z kół zębatych i mechanicznych części. Zachowała większość swoich ludzkich wspomnień, jednak czuła teraz osobliwy dystans wobec tej, którą była kiedyś. Jej ojciec również zauważył zmianę. W niektóre noce Orianna słyszała, jak płakał. Kupił bilety do teatru, by poprawić jej humor, jednak Orianna wyszła w połowie spektaklu, twierdząc, że nauczyła się już z niego wszystkiego, czego mogła. Corin, zrozpaczony stopniową utratą osobowości przez córkę, pomagał jej przywoływać wspomnienia i poprawiał ją, gdy jej zachowanie zanadto odbiegało od przeszłego. Orianna starała się postępować zgodnie z jego wskazówkami, lecz coraz bardziej wadziła jej ingerencja ojca. Pragnęła po prostu być sobą.

Minął rok, a Orianna była niemal całkowicie mechaniczna – oprócz serca, które jakimś cudem oparło się toksynom.

W tym trudnym czasie Corin skupił się całkowicie na zdrowiu córki, zaniedbując wielu zamożnych klientów i tracąc ich patronat. Orianna i Corin, pozbawieni funduszy na prowadzenie biznesu, zmuszeni zostali do sprzedania dobytku i przeprowadzki do Zaun. Założyli sklep w pobliżu laboratorium chemtechu i wkrótce mieli pracy pod dostatkiem przy modyfikowaniu respiratorów, by były zdolne do filtracji niesławnej Szarości Zaun.

Umiejętności Orianny w zakresie konstruowania mechanicznych urządzeń były lepsze niż kiedykolwiek – jej ręce nie męczyły się już przy wykonywaniu drobiazgowej pracy, a jej nieludzki umysł potrzebował niewiele odpoczynku. Nie potrzebowała urządzeń do pomiaru, gdyż wystarczyło, że spojrzała na sprzęt, by natychmiast bezbłędnie oszacować jego wymiary. W kilka sekund potrafiła opracować skomplikowane formuły, które normalnemu człowiekowi zajmowały całe godziny. Orianna nauczyła się, jak dbać o swoje nowe ciało, naoliwiać korby, wymieniać zużyte i naprawiać uszkodzone części, polegając jednak na ojcu, który pomagał jej, gdy tylko jej mechanizmy wymagały ulepszeń.

Bezustanne kręcenie kół zębatych i tykanie mechanizmów w jej ciele sprawiały, że dla Orianny czas zdawał się stać w miejscu. Wraz z upływem miesięcy nowe zmarszczki pojawiły się na twarzy jej ojca, a siwizna przyprószyła mu skronie. Jednak mechaniczne ciało Orianny było nieczułe na upływ czasu. Zastanawiała się, czy jej życie będzie już zawsze płynąć takim stałym i niezmiennym kursem i żałowała rzeczy, których może nigdy więcej nie doświadczyć.

Większość Zaunitów, przyzwyczajona do oddychania chemicznym powietrzem, warsztat Corina odwiedzała sporadycznie. Biznes zwolnił. Na domiar złego od przeprowadzki do Zaun Corin doświadczał bolesnych skurczów w klatce piersiowej, przez co często zmuszony był do odpoczynku.

Pewnego dnia Orianna zauważyła młodego obdartusa, który często przechodził koło ich sklepu. Spędziła popołudnie na konstruowaniu dla niego mechanicznej figurki. Malutki mechaniczny dżentelmen potrafił podnosić kapelusz i kłaniać się. Dzieciak był zachwycony. Orianna pomyślała wtedy, że w Zaun przydałoby się więcej radości, i zaprojektowała serię wymyślnych figurek. W miejscu, w którym większość przedmiotów służyła praktycznym celom, jej wspaniałe dzieła wywoływały uśmiech na twarzach wielu Zaunitów. Figurki sprzedawały się szybciej, niż była w stanie je wytworzyć, i warsztat Corina powoli stawał się sławny. Znowu mogli sobie pozwolić na droższe tworzywa, a nawet rzadki hextechowy kryształ.

Rozgłos przyciągał coraz więcej odwiedzających. Okazało się jednak, że nie wszyscy kierowali się dobrą wolą. Zbiry pracujące dla Petroka Grime'a, wielkiego chembarona, pojawili się któregoś dnia w sklepie z propozycją nie do odrzucenia – mieliby za odpowiednią opłatą zapewnić pewną ochronę warsztatu przed złodziejami, łobuzami i szeroko pojętym chaosem. Corin odrzucił propozycję, wierząc, że nie należy się godzić na warunki kryminalistów. Jednak tej samej nocy napadnięto na sklep Corina i skradziono wszystkie pieniądze. Orianna spędziła cały kolejny miesiąc na opracowywaniu narzędzia, które zapewniłoby im konieczną obronę. Miało formę mosiężnej kuli i potrafiło emitować promień potężnej energii, zadający celom straszliwy ból. Corin zauważył, że kula towarzyszyła Oriannie w pracy w sposób niemal automatyczny, jakby połączyła je niewidoczna więź.

Zdrowie Corina pogarszało się. Aby ulżyć jego cierpieniu, Orianna musiała zdobywać najdroższe toniki. Zajmowała się nim tak dobrze, jak tylko umiała, jednak pewien zauński uzdrowiciel powiedział jej, że zanieczyszczone chemią powietrze przedostało się do krwiobiegu Corina i zatruło jego serce.

Pomimo ich zaawansowanych umiejętności w zakresie tworzenia biomechanicznych narządów, ani Orianna, ani jej ojciec nigdy nie zdołali posiąść sztuki odtwarzania misterności ludzkiego serca. Jej własne serce okazało się zadziwiająco wytrzymałe wobec choroby toczącej jej ciało. Łączyło ją też nieprzerwaną więzią z przeszłością i sprawiało, że czas się dla niej zatrzymał.

Orianna wiedziała, że jej ojciec kochał córkę, którą niegdyś była, lecz nie czuła się już jak tamta dziewczyna. Być może, ofiarowując własne serce ojcu, pozwoliłaby mu zatrzymać żywe wspomnienie o niej samej, skoro ona już tego nie potrafiła. Gdyby udało się jej stworzyć dla siebie mechaniczne serce napędzane hextechem, jej płuca nie potrzebowałyby już zewnętrznego wsparcia. Wtedy, być może, czas ruszyłby do przodu.

Orianna podała nieświadomemu niczego ojcu środek nasenny i z największą precyzją wykonała nowe, mechaniczne serce, posługując się niedawno zdobytym hextechowym kryształem. Delikatna konstrukcja organu buczała leciutko przy pobieraniu energii z niewyczerpanego kryształu. Jej dzieło było wspanialsze niż wszystko, co do tej pory wykonała. Z pomocą kuli wyjęła mechanizm zasilający jej płuca i zamontowała nowo utworzony organ. Jej serce napędzane hextechową energią miało od teraz zależeć wyłącznie od niej. Następnie otworzyła klatkę piersiową Corina i zastąpiła jego zniszczone serce ostatnią pozostałością po Oriannie, którą znał i kochał.

Spędziła noc na słuchaniu równego rytmu jego nowego serca, a o świcie odeszła na dobre. Wciąż kochała ojca, przyszedł jednak dla niej czas, by zobaczyć świat. Stała się kimś zupełnie innym, w całości mechaniczną baletnicą, dzięki czemu nareszcie była wolna.

Gdy Corin się obudził, jego oczom ukazał się warsztat pełen setek malutkich figurek i mechanicznych ludzików, którzy potrafili chodzić po linie, śpiewać piosenki, a nawet żonglować miniaturowymi srebrnymi piłkami. Z tak bogatym wyposażeniem mógł od razu zacząć planować powrót do Piltover. Obiecał sobie jednak, że jednej figurki nigdy nie sprzeda. Była to złota baletnica nienapędzana niczym, która kręciła piruet za piruetem w nigdy nieustającym tańcu.

Fieram Edytuj

Orianna przemierzała opustoszały i nieruchomy w wieczornym mroku jarmark. Fantastyczny Jarmark sir Feisterly'ego otwierał swe podwoje ku uciesze zachwyconych tłumów jedynie dwa razy do roku i Orianna nie chciała przegapić szansy na ujrzenie jego cudów. Poczekała, aż wszyscy udadzą się do domów i umilkną hałaśliwe, roześmiane tłumy i akordeonowe melodie. Tylko szum niedalekich gazociągów pompujących parę przez chemiczną dzielnicę zakłócał spokój. W alejkach leżały śmieci, a kolorowe serpentyny i resztki po balonach mieszały się z pomiętymi kawałkami nawoskowanego papieru, w który zawijano słodkie paszteciki.

Zegarowa kula Orianny krążyła wokół niej, gdy przechodziła obok stoiska pełnego róż, które, wedle krzykliwego znaku, pachniały jak każdy z dni tygodnia. Minęła nakręcaną małpę z talerzami i wóz pełny jabłek w karmelu. Nie zwracała jednak uwagi na żadne z tych atrakcji. Oczy Orianny wbite były w szklaną gablotkę, stojącą samotnie w kącie na samym końcu jarmarku.

Nagle w blasku księżyca zamigotał metal. Światło odbijało się od mechanicznego chłopca, siedzącego za szkłem. Orianna nigdy nie widziała niczego takiego, jak on, i zbliżyła się, zaintrygowana. Ubrany był w garnitur w kolorze nocnego nieba i jedwabny kapelusz. Jego skóra, którą stanowiła powłoka z czystej porcelany, skrywała delikatne mechanizmy zegarowe, a w jego oczach błyszczały iskry ze srebrnych nici. Gdy Orianna zbliżyła się do niego, jego usta rozciągnął uśmiech.

— Czy potrafisz zachować sekret? — spytał chłopiec. Jego głos przypominał Oriannie cichutkie bicie dzwonków.

— Tak — powiedziała. — Oczywiście.

— Co powiesz na wymianę? Mój sekret za twoje imię.

— Brzmi sprawiedliwie. Nazywam się Orianna.

— O-ri-aan-na — powtórzył. — Jak miękko brzmi.

Orianna mogłaby przysiąc, że jego porcelanowe policzki się zaróżowiły.

— No to chyba teraz moja kolej. Mam na imię Fieram. Moim sekretem jest to, że boję się zewnętrznego świata, chociaż chciałbym zobaczyć dalekie krainy i odległe szczyty.

— Czy to dlatego skrywasz się w gablotce? — spytała. — Bo się boisz?

— Tutaj to świat odwiedza mnie — rzekł Fieram. — Za tym szkłem jestem bezpieczny. Widzisz, jestem bardzo delikatny. Pokazał palcem drobne pęknięcie na swoim przedramieniu. — Spójrz. Starzeję się. — Usta Fierama wygięły się w krzywym uśmiechu.

Orianna zachichotała i wzruszyła ramionami. Niedawno nauczyła się tego gestu, nie była jednak pewna, czy używa go w odpowiedni sposób.

— Oho! Jeszcze nie widziałaś moich sztuczek — powiedział Fieram. Sięgnął do rękawa i szerokim gestem wyciągnął z niego bukiet stokrotek.

— Tadaaam! — zakrzyknął. — I...

Fieram uniósł rondo kapelusza i pochylił głowę. Pół tuzina mechanicznych gołębi wyleciało spod jego nakrycia głowy. Klasnął w ręce, a cała gablotka wypełniła się gęstym, czerwonym dymem. Gdy rozproszył się kilka sekund później, gołębie zniknęły.

Zachwycona Orianna przyklasnęła na ten widok. Kula zakręciła się, wyraźnie pod wrażeniem sztuczek.

— To wspaniałe! — krzyknęła. — Podoba mi się magia.

— To nie było moje najlepsze wykonanie. Trochę pochrzaniłem na końcu — przyznał, składając ręce. — Małe cuda to moja specjalność. Jak to, że odnalazłaś mnie w tym wielkim mieście! Ty, spośród wszystkich innych.

— Mrugnąłeś do mnie — powiedziała Orianna. — Dlaczego?

— Jesteśmy pokrewnymi duszami, ty i ja. Ale to już wiesz — odpowiedział Fieram. — To dlatego tu jesteś, prawda? — Zaszurał nogami. Orianna zachwyciła się subtelnością jego ruchów.

— Po prostu nigdy nie widziałam nikogo takiego jak ty — powiedziała.

— Jestem jedyny w swoim rodzaju, prawda? Tak samo, jak ty — powiedział Fieram. Wskazał na jej mechaniczną formę i mrugnął ponownie.

Orianna się uśmiechnęła. Fieram przybliżył twarz do szyby.

— Twój uśmiech jest...

— Sztuczny? — podpowiedziała. — Tak. Wciąż nie opanowałam całej mimiki twarzy.

— ... piękny — powiedział Fieram.

— Zaraz się zarumienię.

Kula Orianny, wznosząca się nad jej lewym ramieniem, szturchnęła ją lekko.

— Nie teraz — powiedziała do kuli. Podniosła mechaniczną małpkę z okolicznego stoiska i przekręciła klucz. Oczy małpki zaświeciły się na czerwono i zaczęła chodzić w kółko, uderzając talerzami przy każdym trzecim kroku. W końcu się zatrzymała.

— Nie jesteś taki jak ona, prawda, Fieram? Napędzana małpka na klucz? — zapytała. — Jesteś rozumny. Myślisz samodzielnie.

— Co prawda składam się z kół zębatych i trybików, ale mam marzenia, tak samo jak wszyscy.

— Wiem, że marzysz o opuszczeniu tego miejsca. Na pewno czujesz się samotny za tą szybą. Chodź ze mną. Możemy wyruszyć choćby teraz, razem — powiedziała Orianna.

— Iść? — Fieram wydawał się zagubiony. — Nie do końca rozumiem, co masz na myśli.

— Na pewno słyszałeś z daleka odgłosy Zaun albo opowieści o cudach  Piltover? — spytała Orianna. Fieram skinął głową.

— Lubię o zachodzie słońca przejechać się Wielkim Kołem, by złapać ostatnie złote promienie dnia — wyznała Orianna. — Z samej góry można ujrzeć port, jego bramy i nieskończone migotanie oceanu. Można wręcz poczuć zapach dalekich krain.

Kula Orianny zakręciła się w powietrzu i znowu ją szturchnęła.

— Przypuszczam, że teraz jest dobry moment — rzekła. — Fieram, czy chciałbyś zobaczyć świat? Możemy wyruszyć razem, teraz. Mogę cię chronić.

— Trudno sobie wyobrazić coś wspanialszego — powiedział.

Orianna okrążała szklaną gablotkę, szukając drzwi. Znalazła malutkie drzwiczki przy samej podstawie, zamknięte na żelazną kłódkę. Podniosła pięść i uderzyła w nią. Kłódka się otworzyła. Nagle ujrzała zbliżającego się strażnika.

— Hej! Przestań natychmiast!

Na jedno spojrzenie Orianny kula wystrzeliła w kierunku strażnika. Z impetem uderzyła w jego hełm i uniosła się w powietrze, czekając na polecenie. Orianna skinęła głową i kula wypuściła falę skwierczącej energii. Strażnik wzniósł swoją pałkę i uderzył kulę, która zakręciła się w powietrzu, by zwrócić się z powrotem w kierunku celu.

Drugi strażnik biegł w stronę Orianny. Próbowała wyciągnąć Fierama przez drzwiczki, ale jego krzesło zaklinowało się w otworze.

— Fieram! Możesz powtórzyć swoją sztuczkę?

Kula lśniła energią i krążyła nad pierwszym strażnikiem. Po jego metalowym hełmie tańczyły iskry.

— Sztuczkę? — Fieram sięgnął do rękawa i wyciągnął z niego bukiet kwiatów. Orianna uskoczyła przed strażnikiem.

— Nie, tę drugą sztuczkę!

Fieram schował bukiet z powrotem.

— Tę, którą wykonałeś na końcu — powiedziała. — Szybko!

Mechaniczny chłopiec ponownie wyciągnął bukiet z rękawa.

Orianna zawirowała w stronę strażnika. Jej metalowa spódnica rozłożyła się w krąg ostrzy. Mężczyzna wycofał się, z pałką wzniesioną nad głowę.

— Odsuń się od niego! — krzyknął strażnik. — Naruszasz naszą własność!

— Tutaj to świat odwiedza mnie — rzekł Fieram.

Uniósł swój kapelusik i wyleciało z niego stado gołębi. Strażnik zamachnął się pałką na Oriannę, która uchyliła się w tym samym momencie, w którym Fieram klasnął w dłonie. Pałka roztrzaskała szybę szklanej gabloty, z której wzniósł się kłąb szkarłatnego dymu, przysłaniając widok.

Pierwszy strażnik zdecydował się wreszcie odpowiedzieć na atak kuli i nacierał z zaciekłością, w każdy cios wkładając całą swoją siłę. Kula była jednak nieustępliwa. Wypuściła ostatnią wiązkę energii w stronę jego hełmu i strażnik padł, pozbawiony świadomości. Warkocząc z zadowolenia, kula popłynęła w stronę Orianny. Tym razem wycelowała w drugiego strażnika. Wiązka energii unieruchomiła go.

Orianna weszła do gablotki wypełnionej dymem. Podniosła mechanicznego chłopca z jego krzesła, lecz jego nogi nie chciały się wyprostować, by pozwolić mu stanąć.

— Fieram! Fieram, musimy iść.

— Iść? Nie do końca rozumiem, co masz na myśli. — Para metalowych gołębi wyleciała przez resztki stłuczonego szkła, lecz spadły na ziemię kilka metrów dalej.

— Fieram, wstań, musimy iść — powiedziała Orianna, ogarnięta nagłym strachem. — Proszę.

— Oho! Nie widziałaś jeszcze moich sztuczek — powiedział Fieram. Wyciągnął bukiet z rękawa. Orianna zignorowała jego próby uniesienia kapelusza i wyniosła go, wciąż siedzącego na krześle, ze szklanej zagrody. Na zewnątrz jej kula obezwładniła drugiego strażnika.

— To nie było moje najlepsze wykonanie. Trochę pochrzaniłem na końcu — powiedział Fieram.

— Ty nie... twoje słowa... powtarzasz je w kółko? — spytała. Jego głowa dziwnie opadła do tyłu. Podtrzymała ją.

— Moim sekretem jest to, że boję się zewnętrznego świata — powiedział.

Orianna zauważyła haft zdobiący jego marynarkę.

Orianna Fieram Lore 01

Fantastyczny Jarmark sir Feisterly'ego

Przyjacielski Fieram

Był niczym więcej, jak automatem, widowiskiem dla tłumów.

— Byłam pewna, że jesteś rozumny. Że myślisz. Tak, jak ja — powiedziała.

Fieram spojrzał na nią oczami błyszczącymi srebrem. — Jestem jedyny w swoim rodzaju, prawda? — Zaszurał nogami, chociaż wisiały w powietrzu. — Tak samo, jak ty.

Kula wróciła do Orianny i zafurczała łagodnie.

— Musimy iść — wyszeptała Orianna. Posadziła Fierama z powrotem na jego krześle, które ustawiła tuż przy rozbitej szklanej gablotce. — Wszystkiego dobrego.

— Małe cuda to moja specjalność — odpowiedział. — Jak to, że odnalazłaś mnie w tym wielkim mieście.

— Żegnaj, Fieram — łagodnie powiedziała Orianna. Obaj strażnicy leżeli nieprzytomni na ziemi. Kula krążyła wokół niej, gdy oddalała się powoli.

Nie obejrzała się, dopóki nie minęła bramy parku. A gdy to zrobiła, wydawało jej się, że dostrzega błysk metalu migający w oddali.

Przypisy