FANDOM


Historia Edytuj

Aktualna Edytuj

Gnar!
Prymitywny, zrodzony tysiące lat temu yordle, znany jako Gnar, zwykle bywa drobniutki i słodziutki, dopóki nie wyzwoli swojego gniewu, który zmienia go w ogromną, brutalną bestię, niszczącą wszystko na swojej drodze. Gnar, uwięziony w bryle  Prawdziwego Lodu, obudził się po latach zimnego snu, odkrywając, że świat uległ znaczącym zmianom. Nowe, egzotyczne krainy jedynie rozbudziły jego zachwyt i ciekawość. Rusza więc z radością do miejsc, w których inni dostrzegają jedynie niebezpieczeństwa.

Polowanie na Łowcę Edytuj

Relacja  Rengara.

Dżungla nie wybacza ślepoty. Każda połamana gałąź ma do opowiedzenia historię.

Upolowałem każde ze zwierząt, które żyją w tej dżungli. Byłem przekonany, że nie ma tu dla mnie żadnych wyzwań, dopóki nie natknąłem się na coś nowego. Każdy ślad był rozmiarów kieł olbrzyma; pazury jak szable. Mogłyby przepołowić człowieka. Zwierzę godne mnie, nareszcie.

Gdy tropiłem moje nowe trofeum, przemierzając dżunglę, zacząłem dostrzegać zniszczenia, których dokonało. Dotarłem do kręgu zdeformowanych i roztrzaskanych w drzazgi drzew. Ci leśni strażnicy pilnowali tych krain od niepamiętnych czasów, ich kory twardej niczym żelazo nie tknął nigdy żaden topór, gdyż nikt nie jest na tyle bezmyślny, by próbować je ściąć. A to coś zmiażdżyło te drzewa jak patyki.

Jakim sposobem tak potężne zwierzę potrafi tak szybko zniknąć? I choć pozostawiało za sobą zniszczenie, którego nie sposób zignorować, nie dane mi było zobaczyć go na własne oczy. Jak to możliwe, że przetacza się przez las jak huragan, by po chwili zniknąć niczym poranna mgiełka? Jestem podekscytowany, gdy pomyślę o spotkaniu z tym stworzeniem. Będzie wspaniałym trofeum. Mijając polanę, podążam za dźwiękiem strumienia, żeby się zorientować w okolicy. Dostrzegam małe stworzonko o pomarańczowym futrze, przykucnięte, wyczekujące. Przyglądam mu się z oddali. Gdy jakaś niewielka ryba spławia się w jeziorze, zwierzę ruszą za nią w pościg, radośnie nurkując w wartkim nurcie. Z radością uświadamiam sobie, że to yordl. I do tego łowca! To dobry znak. Na pewno uda mi się znaleźć bestię. Nic mi nie ucieknie.

Yordl stawia uszy i zwraca się w moją stronę. Zaczyna biec na czterech łapach w moją stronę z bumerangiem w ręku, by zatrzymać się tuż przede mną. Zaczyna bełkotać.

Kiwam z uznaniem i idę dalej. Z łatwością pokonuję trudny teren, szukając śladów mojej zdobyczy. Gdy próbuję go zwietrzyć, coś odwraca moją uwagę. Słyszę dziwne odgłosy. Yordl podszedł za mną. Nie mogę pozwolić, by przeszkodził mi w polowaniu. Staję przed nim i wskazuję palcem w dal. Patrzy na mnie ze zdziwieniem. Muszę wykazać się większym zdecydowaniem, nawet jeśli stracę właśnie swój dobry omen.

Odchylam się do tyłu i wydaję z siebie ryk – podmuch mierzwi futro yordla, a ziemia wydaje pomruk. Po chwili yordl odwraca głowę i chyba uśmiechając się, podnosi swój mały bumerang. Nie mam czasu do stracenia. Wyrywam mu broń z dłoni i wrzucam ją na drzewo, wysoko pośród gałęzi. Yordl odwraca się i gorączkowo zaczyna skakać wokół drzewa.

Ledwo udało mi się ujść dziesięć kroków, gdy dobiega mnie przeszywający ryk. Ogłuszający odgłos pękających skał i drzew niesie się echem po okolicy. Na drodze przede mną wali się potężne drzewo. Bumerang yordla wystaje z jego powalonego pnia.

Za plecami słyszę przeraźliwy ryk.

Popełniłem straszny błąd.

Przypisy