FANDOM


Historia Edytuj

Ta kraina spłonie. Nie od iskier roznoszonych przez wiatr, lecz od zemsty, jaką niesie moja dłoń.

Krótka Edytuj

Niegdyś członek plemienia z lodowatego  Freljordu, imieniem Kegan Rodhe, a teraz istota znana jako Brand, jest lekcją na temat pokus większej mocy. Podczas poszukiwania jednej z legendarnych Run Świata, Kegan zdradził swoich towarzyszy i zagarnął ją dla siebie, a po chwili już go nie było. Jego dusza spłonęła, a ciało stało się nośnikiem żywego ognia. Brand wędruje teraz po Valoranie, szukając innych run; poprzysiągł też zemstę za krzywdy, których nie mógłby doświadczyć jako śmiertelnik nawet w ciągu kilkunastu żyć.

Długa Edytuj

Kegan Rodhe, syn  freljordzkiej uzdrowicielki, od zawsze był odludkiem. Drobne zdolności magiczne i wiedza o ziołach posiadana przez jego matkę umożliwiła przetrwanie im obojgu w pobliżu niewielkiej, nadbrzeżnej społeczności, zwanej Ostoją Rygann. Jednak ich przyjaciół można było policzyć na palcach jednej ręki. Nawet jako młody chłopak wiedział, że jego ojciec był wrogim najeźdźcą i że to przez niego — a także samego Kegana — jego matkę traktowano jak wyrzutka. Mieszkańcy nazywali go „bękartem najeźdźcy”. Samotność i nienawiść Kegana pogłębiały się, przez co często zachowywał się agresywnie.

Po wielu zimach, które zdawały się nie mieć końca, jego matka zmarła. Gdy Kegan rozsypywał jej prochy, pomyślał o ludziach, których leczyła przez całe życie. Nikt nie przyszedł się z nią pożegnać. Wiedział, że chcieli, by także zniknął z ich życia.

Chciał spełnić ich marzenie, ale nie przed dokonaniem zemsty. Spalił całą wioskę i umknął w odmęty nocy z ciałem naznaczonym bliznami, które nigdy nie znikną.

Kegan wędrował przez mroźną tundrę Freljordu. Wmawiał sobie, że poszukuje ojca, ale w głębi duszy wiedział, że szuka przyjaciela... a przynajmniej kogoś przyjaznego. Nie znalazł ani jednego, ani drugiego, więc zawędrował do jaskini i czekał na śmierć.

Jednakże to nie ona go odnalazła, a inny odludek.

Tajemniczy mag zwany  Ryze ujrzał potencjał w tym przemarzniętym młodzieńcze i wziął go na ucznia. Uczeń i nauczyciel napotkali wiele trudności, gdyż rodząca się dzika magia Kegana frustrowała ich obu, a prośby Ryze’a o zachowanie cierpliwości i pokory były niczym rzucanie grochem o ścianę.

Niestety, nauka Kegana stała na drugim miejscu po głównej misji Ryze’a. Od dawna pragnął odnaleźć i ukryć potęgę, która mogła doprowadzić do zagłady  Runeterry — legendarne Runy Świata. Po namierzeniu jednej z nich Kegan, podobnie jak wielu ludzi przed nim, odczuwał pokusę, która doprowadziła ich wszystkich do szaleństwa. Runy były źródłem wszelkiej magii na świecie i, wbrew ostrzeżeniom mistrza, postanowił wykorzystać ich moc.

Zrozpaczony Ryze musiał przyglądać się, jak jego uczeń został pochłonięty przez czystą magię. Dusza Kegana została doszczętnie zniszczona. Istota, która narodziła się w tym momencie, nie była już zgorzkniałym młodzieńcem, którego Ryze odnalazł podczas zamieci, ani też magiem z Freljordu, który stał się jego przyjacielem.

Przepełniona chęcią zemsty i furią ognista istota krocząca po świecie śmiertelników stała się znana jako Brand.

Przeklinając swego byłego mistrza oraz wszystkie stworzenia, które stanęłyby między nim a runami, Brand począł miotać magicznymi płomieniami i Ryze ledwo uszedł z życiem.

Od tego dnia minęły wieki, a Brand żył niczym dziki płomień, biorąc i nie dając niczego w zamian. Czasami pędzi po niebie niczym kometa. Innym razem zanurza się w chłodnej ziemi i oczekuje charakterystycznego zapachu magii, który doprowadzi go do kolejnej Runy Świata… a jeśli odnajdzie jedną z nich, w Runeterze jest raptem garstka osób, które będą w stanie go powstrzymać.

Stara I Edytuj

W odległej krainie Lokfar żył sobie pewien żeglarz imieniem Kegan Rodhe. Podobnie jak inni przedstawiciele tego ludu, Kegan i jego towarzysze mieli w zwyczaju pływać po okolicznych morzach, okradając tych, którzy na swoje nieszczęście zwrócili na siebie ich uwagę. Dla jednych był potworem, dla innych zwykłym człowiekiem. Pewnej nocy, płynąc przez arktyczne wody, zauważyli dziwne światełka tańczące na zamarzniętym pustkowiu. Było w nich coś hipnotyzującego, coś co przyciągnęło do nich żeglarzy, niczym ćmy do płomienia. Przemierzając pustkowie dotarli do jaskini, której ściany pokryte były starożytnymi runami. Nie wiedząc, co oznaczają owe runy, Kegan powiódł swoich towarzyszy do środka. W głębi jaskini znajdowała się lodowa klatka, w środku której tańczył strzelisty płomień. Wydawało się niemożliwym, by jakikolwiek ogień mógł płonąć w miejscu takim jak to. Tańczący płomień hipnotyzował ich niczym pieśń syreny, urzekająca i uwodzicielska. Inni bali się podejść, ale Kegan zbliżył się do płomienia, wyciągając do niego swą dłoń...

To ostatnia rzecz, jaką pamięta, bowiem teraz jego ciało należy do Branda. Jest to istota z dawnych czasów, być może nawet poległa w Rune Wars. W starożytnych tekstach znana jest jako Płomień Zemsty. Stworzenie to powstało z ognistej nienawiści, a jego jedynym celem jest zniszczenie świata ludzi i yordlów. Nikt tak do końca nie wie, skąd Brand wziął się w Valoran, ale jak tylko się tam znalazł, natychmiast zaczął grabić i plądrować.

Stara Edytuj

W odległej krainie Lokfar żył sobie pewien żeglarz, imieniem Kegan Rodhe. Podobnie jak inni przedstawiciele tego ludu, Kegan i jego towarzysze mieli w zwyczaju pływać po okolicznych morzach, okradając tych, którzy mieli nieszczęście zwrócić na siebie ich uwagę. Dla jednych był potworem, dla innych zwykłym człowiekiem. Pewnej nocy, płynąc przez arktyczne wody, zauważyli dziwne światełka tańczące w mroźnej oddali. Było w nich coś hipnotyzującego, co przyciągało ich do siebie, jak ćmy do płomienia. Przybili do skutego lodem brzegu, niedaleko którego znaleźli jaskinię. Jej ściany pokryte były starożytnymi runami. Nie wiedząc, co oznaczają owe runy, Kegan powiódł swoich towarzyszy do środka. W głębi jaskini znajdowała się lodowa klatka, w środku której tańczył strzelisty płomień. Wydawało się niemożliwym, by jakikolwiek ogień mógł płonąć w miejscu takim jak to. Tańczący płomień hipnotyzował ich niczym pieśń syreny, urzekająca i uwodzicielska. Inni bali się podejść, ale Kegan zbliżył się do płomienia, wyciągając do niego swą dłoń...

Jest to ostatnia rzecz, jaką pamięta, bowiem teraz jego ciało należy do Branda. Jest to istota z dawnych czasów, być może poległa w Rune Wars. W starożytnych tekstach znana jest jako Płomień Zemsty. Stworzenie to powstało z płomiennej nienawiści, a jego jedynym celem jest zniszczenie świata ludzi i Yordlów. Nikt nie wie, skąd Brand wziął się w Valoran, ale jak tylko tu przybył, natychmiast zaczął grabić wszystko, co tylko wpadło mu w oczy. Został jednak pokonany przez siły  Demacii, w skutek czego musiał dokonać wyboru: walczyć w ramach League albo zginąć. Nietrudno się domyśleć, że postanowił wykorzystać swe niszczycielskie moce w ramach League. Przynajmniej na razie...

Ta kraina spłonie. Nie od iskier roznoszonych przez wiatr, lecz od zemsty, jaką niesie moja dłoń. Brand

Osąd League Edytuj

OBSERWACJA

Las płonie, gorejąc blaskiem słońca. Samotna postać stoi pośród pożogi, radując się nieznośnym gorącem. Ileż już czasu minęło, odkąd sam płonął, odkąd patrzył, jak świat obraca się w popiół w obliczu jego potęgi.

Cóż za ekstaza.

Wyłania się spośród płomieni. Wyczuwa, że w pobliżu, za sąsiednim wzgórzem, wciąż tli się życie. Ludzie gorączkowo się krzątają, spostrzegłszy pióropusze dymu z rozpętanego przezeń piekła. Wkrótce i oni otrzymają dar odnowy.

- Stać w imieniu królestwa Demacii!

Obraca się. Podchodzi do niego wysoki mąż zakuty w zbroję. Rycerz unosi miecz, gotów w mgnieniu oka zaatakować. Wkrótce odkryje, jak być musi.

Za mężczyzną podąża blondwłose dziewczę. Jej pancerz nie różni się od jego. Po różdżce można poznać, że musi być czarodziejką. Gorejący uznaje, że ona pójdzie na pierwszy ogień.

Nagle kolejna postać wyłania się z cieni. Odziana w płaszcz, o twarzy ukrytej pod kapturem. Choć haft na szacie jest mu nieznany, łatwo rozpoznać jego magiczną naturę. Postanawia, że dziewczyna musi poczekać.

Odwraca się i wyzwala strumień płonącego gniewu w stronę zakapturzonej postaci. Mag unosi dłonie, kreśląc w powietrzu magiczne znaki. Migocząca tarcza powstrzymuje płomienie, odbijając je w powietrze.

- To ostatnie ostrzeżenie. Chodź z nami lub poniesiesz karę!

Przybysz uznaje, że w słowach dobiegających z ust rycerza brakuje wrzasku płonącej agonii. Obraca się i sprowadza słup ognia, by spowić wojownika pożogą. Ponownie jednak magiczna tarcza niweczy jego wysiłki.

A potem zapada ciemność...

REFLEKSJA

Przebudził się. Spoczywa w kręgu ostrego światła bijącego z góry. Posadzka jest gładka. Nie poznaje, czy to komnata, czy może magiczna pułapka. Na myśl o tym jego pamięć cofa się do odległych, niezwykle bolesnych wydarzeń.

Udało im się zakuć go w kajdany. Klęczy na pokrytej śniegiem podłodze jaskini, a otaczający go długowłosi barbarzyńcy śpiewają słowa, których sens ledwo pojmuje. Lodowa klatka, umieszczona rytualnie na środku pieczary mówi mu jednak wszystko, co musi wiedzieć o swym losie. Szarpie się w mistycznych okowach, lecz jego wysiłki nie przynoszą skutku. Krzyczy, złorzeczy i wyje, próbując zakłócić koncentrację swych oprawców, lecz czyni to na próżno.

Może tylko czekać, aż odrą go ze śmiertelnej powłoki i wtrącą do klatki. Następnie, nie wypowiedziawszy ani słowa, barbarzyńcy zbierają swe rzeczy i wychodzą. Pozostał sam, uwięziony na przeszło tysiąc lat.

Wrzasnął, czując przypływ gniewu. Myślami wrócił do teraźniejszości, do komnaty spowitej światłem.

- Ach. Można zatem uwięzić cię na dłużej.

Obrócił się, by spopielić właściciela głosu. Języki płomieni zaskwierczały i zgasły, gdy tylko dosięgły granicy świetlistego kręgu. Rzucił się w stronę mówiącego, lecz powstrzymała go bezcielesna siła. Rzucony na posadzkę wytężył wzrok, próbując dojrzeć cokolwiek w ciemności.

- Ten rytuał już dawno został zapomniany, czarowniku. Twoja moc nie uwięzi mnie na zawsze.

Z mroku wyłoniła się postać, zakapturzony mag spotkany w lesie.

- Obaj wiemy, że nie masz racji.

Jego myśli znów pomknęły ku czasom jeszcze dawniejszym niż dzień, w którym uwięzili go lodowi barbarzyńcy. Obleczony był wówczas w inne ciało; był jednym z prostych pastuchów żyjących w rolniczej krainie. A mimo tego płonął.

Scena rozgrywająca się przed nim śmiertelnikom przywiodłaby na myśl koniec świata. Dla niego była jednak obrazem nieskończonego piękna. Okolica była wypalona aż do ziemi. Las na pobliskim wzgórzu obrócił się w ruinę dymiących kikutów i pni. Otoczenie upstrzone było spękanymi kośćmi rolników i trzody, wśród których dogasały szczątki zbrojnych, pragnących nadaremno powstrzymać jego odnowę.

Uczucie, które w nim narastało miało jedno imię: głęboka satysfakcja.

I znów teraźniejszość i światło.

- Jesteś niszczycielską istotą.

Wiedząc, że siłą nic nie wskóra, usiadł ze skrzyżowanymi nogami na środku świetlistego kręgu i nakazał płomieniom pełgającym po jego ciele rozgorzeć ze zdwojoną mocą.

- Jam jest pożogą nieugaszoną. Jam jest tym, który spopiela stare, aby nadeszło to, co być musi. Jam jest istotą zrodzoną, by odnowić ten świat.

Mag ruszył z miejsca, okrążając jego więzienie.

- Będziemy mieli dużo czasu na przyszłe rozmowy, więc póki co, powiem o najbliższej chwili. Nie pozwolimy ci wędrować swobodnie. Jesteś na to zbyt groźny. Daję ci zatem wybór.

Znużony głosem czarownika dobiegającym z tyłu, wstał i obrócił się w jego stronę. Mag mówił dalej.

- Masz dwie możliwości. Możesz zostać odarty z ciała, które zamieszkujesz, i uwięziony na wieki. Możesz też podporządkować się nam i walczyć w turniejach, w których twoje zdolności będą użyteczne. Na większą wolność liczyć nie możesz. Moje propozycje nie podlegają negocjacji.

Żadna z możliwości nie pociągała go.

- Turnieje, powiadasz. Co takiego masz na myśli?

- Będziesz walczył w League of Legends, mierząc się z bohaterami, by rozstrzygnąć nasze konflikty bez potrzeby uciekania się do otwartej wojny.

Zastanowił się przez chwilę i usiadł ponownie.

- Muszę rozważyć twoją propozycję, czarowniku.

Zakapturzona postać wycofała się w mrok.

- Nie jestem czarownikiem. Masz zwracać się do mnie adekwatnym tytułem. Jestem przywoływaczem. Jak mam nazywać ciebie?

- Nosiłem niejedno imię – odparł. – Póki co, w waszej League of Legends mienić się będę Brandem.

I oto został sam, aby przemyśleć odpowiedź. Nie było jednak się nad czym zastanawiać. Smycz jest daleko lepsza niż wieczne więzienie.

Przypisy