FANDOM


Historia Edytuj

Krótka Edytuj

Niegdyś śmiertelnik zaślepiony własną ambicją, Azir powrócił jako wyższa istota, sprawująca całkowitą władzę nad piaskami pustyni. Pragnie przywrócić  Shurimie dawną chwałę, ale niektórzy podważają jego prawo do rządzenia. Jednakże moc Azira jest niepodważalna.

Długa Edytuj

Shurima była niegdyś chlubą Runeterry. Ponownie do tego doprowadzę.

Azr był śmiertelnym imperatorem  Shurimy w dawnych czasach, dumnym mężczyzną, który był blisko zyskania nieśmiertelności. Jego arogancka duma doprowadziła do tego, że został zdradzony i zamordowany w chwili swojego największego triumfu, ale teraz, wiele tysiącleci później, odrodził się jako Wyniesiona istota o potężnej mocy. Teraz, gdy jego zagrzebane miasto wyłoniło się z piasków, Azir pragnie przywrócić Shurimie dawną chwałę.

Tysiące lat temu Shurima była rozległym imperium, które podporządkowało sobie wiele krain dzięki potężnym armiom prowadzonym przez niepokonanych wojowników zwanych Wyniesionymi. Shurima, rządzona przez ambitnego i żądnego władzy imperatora, była najwspanialszą krainą w tamtych czasach. Żyzna ziemia błogosławiona mocą słońca, która lśniła z olbrzymiego złotego dysku unoszącego się na szczycie świątyni w sercu stolicy.

Azirowi, najmłodszemu i najmniej lubianemu synowi imperatora, nie była pisana chwała. Ze względu na liczne rodzeństwo nie miał szans zostać imperatorem. Prawdopodobnie skończyłby jako kapłan lub zarządca jakiejś zapadłej prowincji. Był szczupłym, sumiennym chłopcem, który spędzał więcej czasu nad tekstami zgromadzonymi w Wielkiej Bibliotece  Nasusa, niż trenując walkę pod okiem  Renektona, bohatera Wyniesionych.

Pośród półek wypełnionych zwojami, księgami i tabliczkami Azir spotkał młodego niewolnika, który odwiedzał bibliotekę praktycznie codziennie w poszukiwaniu tekstów, których pragnął jego mistrz. Niewolnicy w Shurimie nie mogli posiadać imion, ale chłopcy się zaprzyjaźnili i Azir złamał to prawo, nazywając druha  Xerath, co oznacza „Ten, który się dzieli”. Wyznaczył Xeratha – chociaż zachowywał ostrożność, aby nie nazwać go publicznie – na swojego osobistego niewolnika. Od tej pory wspólnie poznawali historię Shurimy oraz jej Wyniesionych bohaterów.

Podczas corocznej wędrówki po imperium z ojcem, braćmi oraz Renektonem, królewska karawana zatrzymała się na noc w znanej oazie. Azir i Xerath wymknęli się w nocy, aby rysować gwiazdy i wykonać własne gwiezdne mapy do tych, które oglądali w Wielkiej Bibliotece. Gdy rysowali konstelacje, zabójcy nasłani przez wrogów imperatora zaatakowali karawanę. Jeden z nich znalazł chłopców i zamierzał poderżnąć gardło Azirowi, ale Xerath rzucił się agresorowi na plecy. Korzystając z zamieszania, Azir dobył sztyletu i wbił go w krtań napastnika.

Azir zabrał miecz zabitego i ruszył pędem do oazy, ale gdy dotarł na miejsce, zabójcy zostali już pokonani. Renekton ochronił imperatora i zabił agresorów, ale wszyscy bracia jego pana zginęli. Azir opowiedział ojcu o odwadze Xeratha i poprosił go, aby nagrodził chłopca, ale jego prośba nie znalazła uznania władcy. W oczach imperatora chłopiec był niewolnikiem i nie był godny jego uwagi. Azir przysiągł więc, że pewnego dnia on i Xerath staną się braćmi.

Imperator powrócił do stolicy z piętnastoletnim Azirem jako swoim dziedzicem i rozpoczął bezlitosną kampanię wymierzoną w tych, których uważał za winnych nasłania zabójców. Paranoja i egzekucje całkowicie pochłonęły Shurimę na kolejne lata, gdy imperator mścił się na każdym, kogo podejrzewał o zdradę. Jako że Azir stał się teraz następcą tronu, jego życie wciąż było zagrożone. Jednak ojciec nienawidził go i żałował, że to nie on umarł zamiast braci. Królowa była wciąż na tyle młoda, żeby urodzić synów.

Azir zaczął trenować walkę. Atak na oazę uświadomił mu, jak mało wie o wojaczce. Nauki chłopca podjął się Renekton i pod jego surowym okiem Azir uczył się władania mieczem i włócznią, dowodzenia wojownikami i zawiłej sztuki prowadzenia wojny. Młody książę podniósł status Xeratha, jedynego zaufanego powiernika, i mianował go swoją prawą ręką. Aby lepiej mu doradzał, Azir polecił Xerathowi poszukiwanie mądrości wszędzie, gdzie mógł ją zdobyć.

Lata mijały, lecz królowej nigdy nie udało się powić kolejnego dziedzica. Każde poczęte dziecko umierało w jej łonie, zanim było gotowe przyjść na świat. Tak długo, jak królowa roniła potomstwo, Azir mógł czuć się stosunkowo bezpiecznie. Na dworze imperatora pojawiły się sugestie, że nad królową ciąży klątwa. Niektórzy szeptali, że może być ona związana z osobą młodego następcy tronu. Azir zaprzeczał tym oskarżeniom, a nawet skazał na śmierć tych, którzy odważyli się wypowiedzieć je na głos.

W końcu królowej udało się powić zdrowego syna, jednak w dniu jego narodzin nad Shurimą rozpętała się straszliwa burza. Komnaty królowej opanował deszcz potężnych błyskawic, a w ich ogniu zginęła zarówno ona, jak i niemowlę. Powiadano, że imperator owładnięty szałem i rozpaczą po otrzymaniu fatalnych wieści sam odebrał sobie życie. Wkrótce jednak pałac obiegły plotki, jakoby jego ciało, spopielone do granic rozpoznania, odnaleziono na kamiennej posadzce pałacu wraz z ciałami członków jego straży przybocznej, które były w podobnym stanie.

Azir był w szoku po śmierci obojga rodziców, jednak imperium potrzebowało króla. Wkrótce przejął więc kontrolę nad Shurimą jako imperator, z Xerathem u boku. Przez następne dziesięciolecie rozszerzał granice Shurimy i sprawował surowe, lecz sprawiedliwe rządy. Wprowadził reformy, mające polepszyć życie niewolników, jednocześnie opracowując plan porzucenia tysiącletniej tradycji i całkowitego zniesienia niewolnictwa. Swoje zamiary utrzymywał w tajemnicy nawet przed Xerathem, przez co kwestia niewolnictwa stale była kością niezgody między nimi. Fundamentem imperium od zawsze było niewolnictwo, a bogactwo i potęga wielu spośród jego wielkich rodów wciąż opierały się na ciężkiej pracy zniewolonych sług. Proces przemiany tak utrwalonego porządku rzeczy nie mógł odbyć się w jedną noc, a gdyby plany Azira wyszły na jaw, nigdy nie udałoby mu się doprowadzić do ich realizacji. Mimo ogromnego pragnienia Azira, aby uznać Xeratha jako swojego brata, nie mógł tego zrobić, dopóki wszyscy niewolnicy Shurimy nie byli wolni.

Przez te wszystkie lata Xerath chronił młodego imperatora przed jego politycznymi rywalami i przewodził rozszerzaniu granic imperium. Azir ożenił się i spłodził wiele dzieci, zarówno prawowitych potomków, jak i bękartów poczętych z nierozważnych romansów z niewolnicami i kobietami z haremu. Xerath natomiast stale podsycał wizję imperatora o imperium większym i wspanialszym od każdego, które kiedykolwiek powstało. Przekonał Azira, że aby zdobyć władanie nad całym światem, władca musi stać się niezwyciężonym, bogiem wśród ludzi – istotą Wyniesioną. Gdy potęga jego królestwa osiągnęła szczyty, Azir ogłosił swą wolę poddania się rytuałowi Wyniesienia, by stanąć na równi z Nasusem, Renektonem i ich sławnymi przodkami. Wielu kwestionowało tę decyzję; rytuał Wyniesienia był ogromnie niebezpieczny i przeznaczony jedynie dla tych, którzy znaleźli się u kresu swojego żywota, tych, którzy poświęcili swe życie Shurimie i których ofiara miała zostać nagrodzona poprzez Wyniesienie. Decyzja, na kogo spłynie łaska Wyniesienia, leżała w gestii Kapłanów Słońca, nie zaś dumnego władcy, przekonanego o swej nieomylności. Jednak nikt nie mógł już powstrzymać Azira, którego arogancja rosła wraz z rozszerzaniem się granic jego imperium. Rozkazał kapłanom podporządkować się swojej woli pod groźbą śmierci.

W końcu nadszedł dzień rytuału i Azir kierował swe kroki ku Podestowi Wyniesienia, otoczony tysiącami swych żołnierzy i dziesiątkami tysięcy poddanych. Nieobecność braci Renektona i Nasusa, wysłanych przez Xeratha w celu odparcia pilnego zagrożenia, nie powstrzymała Azira przed wypełnieniem tego, co postrzegał jako swe przeznaczenie. Wspiął się po wspaniałych, złotych stopniach na szczyt świątyni stojącej w samym sercu miasta. Na chwilę przed rozpoczęciem rytuału zwrócił się do Xeratha i wreszcie ofiarował mu wolność. I nie tylko jemu, lecz wszystkim niewolnikom...

Xerath zaniemówił z wrażenia, jednak to nie było wszystko. Wziął Xeratha w objęcia i nazwał go swym bratem na wieki, tak jak mu obiecał wiele lat wcześniej. Następnie się obrócił, gdy kapłani rozpoczęli rytuał przyzywania cudownej mocy słońca. Azir nie był jednak świadomy tego, że w poszukiwaniu mądrości Xerath studiował nie tylko historię i filozofię. Posiadł mroczną sztukę czarnoksięstwa, równocześnie pielęgnując w swym sercu pragnienie wolności, które niepostrzeżenie przekształciło się w ognistą nienawiść.

W kulminacyjnym momencie rytuału były niewolnik uwolnił swe moce i strącił Azira z podestu. Pozbawiony ochrony runicznego kręgu Azir spalił się w ogniu słońca, podczas gdy Xerath zajął jego miejsce. Światło wypełniło Xeratha mocą. Zawył, gdy jego śmiertelne ciało zaczęło poddawać się transformacji.

Jednak magia rytuału nie była mu przeznaczona, a konsekwencje próby przekierowania tak ogromnych i wspaniałych niebiańskich mocy były straszliwe. Moce przywołane przez rytuał Wyniesienia eksplodowały, niszcząc Shurimę i zmieniając miasto w ruinę. Jego mieszkańcy zostali spopieleni, a wzniosłe pałace obrócone w pył. Piaski pustyni powstały i pochłonęły to, co zostało z miasta, które chwilę wcześniej stało u szczytu swej świetności. Tarcza słońca zniknęła z nieboskłonu, a setki lat pracy i wysiłku zostały zniweczone w jedną krótką chwilę przez ambicję jednego człowieka i niesłuszną nienawiść drugiego. Jedynymi pozostałościami wspaniałego miasta Azira były ruiny zatopione w piaskach pustyni i echa krzyków jego mieszkańców niesione przez nocny wiatr.

Azir nie był tego świadkiem. Został pogrążony w nicości. Jego ostatnimi wspomnieniami był trawiący go ogień i ból nie do opisania. Nie wiedział, co wydarzyło się na szczycie świątyni, nie wiedział o upadku swojego imperium. Trwał zagubiony w ponadczasowej nicości, aż tysiące lat po zagładzie Shurimy krew ostatniego z jego potomków spłynęła na ruiny świątyni i wskrzesiła go. Azir powstał z niebytu, lecz wciąż nie był kompletny; jego ciało było niczym więcej niż zarysem postaci z pyłu, ożywionego przez pozostałości po jego nieugiętej woli.

Azir, stopniowo wracając do swej cielesnej postaci, błądził pośród ruin, aż znalazł ciało  kobiety z raną po zdradzieckim ciosie zadanym nożem w plecy. Nie znał jej, lecz poznał w jej wyglądzie echo swojej linii krwi. Myśli o imperiach i potędze opuściły go, gdy podniósł ciało córy Shurimy i zaniósł ją w miejsce, które było niegdyś Oazą Zmierzchu. Oaza była pusta i wysuszona, jednak z każdym krokiem Azira kamienny basen napełniał się krystalicznie czystą wodą. Azir zanurzył ciało kobiety w ożywczych wodach oazy, a gdy zmył z niej krew, jedynie cienka blizna pozostała w miejscu, w które wbito zdradziecki nóż.

Ten bezinteresowny czyn przywołał kolumnę ognia, która uniosła władcę w powietrze i nadała mu postać Wyniosłej istoty, którą planował zostać tysiące lat wcześniej. Nieśmiertelna potęga słońca wlała się w niego, tworząc fantastyczną sylwetkę w złotej zbroi oraz z głową jastrzębia i nadając mu moc władania piaskiem pustyni. Azir uniósł ramiona, a ruiny jego miasta otrząsnęły się z pyłu wieków, spędzonych w zapomnieniu, by powstać na nowo. Tarcza słońca znów wypełniła opustoszałe niebo swą boską obecnością, a ożywcze wody popłynęły wśród świątyń wyłaniających się spod piasku na jeden gest imperatora.

Azir wspiął się po schodach świątyni słońca i rozkazał wiatrom pustyni odtworzyć ostatnie chwile wyburzonego miasta. Duchy uformowane z piasku odegrały scenę sprzed wielu, wielu lat, a przerażonym oczom Azira ukazała się pełnia zdrady Xeratha. Zaszlochał, gdy ujrzał morderstwo popełnione na swojej rodzinie, upadek imperium i kradzież własnej mocy. Dopiero teraz, o całe millenia za późno, nareszcie zrozumiał głębię nienawiści, którą żywił do niego ukochany przyjaciel i sojusznik. Dzięki potędze i mocy widzenia rzeczy odległych w czasie i przestrzeni istoty Wyniesionej, Azir wyczuł obecność Xeratha gdzieś w oddali i przywołał armię piaskowych wojowników, by maszerowała u boku odrodzonego imperatora. Pod palącym słońcem pustyni Azir złożył wieczystą przysięgę.

Odzyskam swe ziemie i zażądam zwrotu tego, co moje!

Odrodzony Edytuj

Azir kroczył pokrytą złotem drogą Imperatora. Potężne posągi pierwszych władców  Shurimy, jego przodków, uważnie obserwowały każdy jego ruch.

Pierwsze promienie wschodzącego słońca sączyły się pomiędzy budynkami. Najjaśniejsze gwiazdy wciąż świeciły nad głowami, ale słońce wkrótce zacieni ich blask. Nocne niebo nie wyglądało tak, jak Azir je zapamiętał – gwiazdy i ich konstelacje nie były tam, gdzie być powinny. Minęły tysiące lat.

Z każdym krokiem Azira jego ciężki kostur wydawał samotny dźwięk, odbijający się echem po pustych ulicach stolicy.

Kiedy ostatnio szedł tą drogą, straż honorowa złożona z dziesięciu tysięcy elitarnych wojowników podążała jego śladem, a wokół rozbrzmiewały radosne wiwaty mieszkańców miasta. Miała to być chwila jego chwały, ale została skradziona.

Teraz było to miasto duchów. Co się stało z jego ludźmi?

Imperialnym gestem Azir nakazał piaskom leżącym wzdłuż drogi unieść się, tworząc żywe posągi. To była jego wizja przeszłości, ożywione echa Shurimy.

Piaskowe figury patrzyły naprzód, z głowami pochylonymi w stronę  Słonecznego Dysku wiszącego nad Podestem Wyniesienia. Wisiał nieruchomo, deklarując się chwałą i potęgą imperium Azira, choć nie było już komu na niego patrzeć.  Córa Shurimy, która przebudziła go ze snu, zniknęła. Czuł ją na pustyni. Połączyła ich krew.

Gdy Azir kroczył drogą Imperatora, piaskowe echa jego ludzi prowadziły go do Słonecznego Dysku, a ich radosne miny przeradzały się w grymas przerażenia. Usta zamarły otwarte w cichym krzyku. Ruszyli do biegu, potykając się i upadając. Azir obserwował to w milczeniu, z rozpaczą obserwując ostatnie chwile życia jego ludzi.

Pochłonęła ich fala niewidzialnej energii. Obrócili się w proch i odlecieli razem z wiatrem. Co poszło nie tak z jego Wyniesieniem, że doszło do tak wielkiej katastrofy?

Azir wytężył wzrok. Maszerował, silniej stawiając każdy krok. Dotarł do Schodów Wyniesienia i wspinał się po nich, przeskakując co pięć stopni.

Tylko najbardziej zaufani żołnierze, kapłani i członkowie rodziny królewskiej mogli wejść na schody. Drogę wytyczały mu piaskowe postacie poddanych, z uniesionymi głowami, zaciętymi minami i cichym lamentem. Wkrótce także i oni zniknęli razem z wiatrem.

Biegł, pokonując stopnie szybciej niż jakikolwiek człowiek. Jego szpony wbijały się w kamień, tworząc w nim głębokie wyżłobienia. U jego boków wznosiły się piaskowe figury, które chwilę później znikały.

Dotarł na szczyt. Tam zobaczył krąg obserwatorów: najbliższych pomocników, doradców i najwyższych kapłanów. Swoją rodzinę.

Azir padł na kolana. Jego rodzina stała przed nim, poznawał dobrze każdy szczegół wszystkich postaci. Jego brzemienna żona. Nieśmiała córka, ściskająca dłoń matki. Jego syn, już prawie dorosły.

Azir z przerażeniem obserwował, jak zmienia się wyraz ich twarzy. Choć wiedział, co się stanie, nie mógł odwrócić wzroku. Jego córka ukryła twarz w falbanach sukni matki. Syn chwycił za miecz, krzycząc z całych sił. Jego żona... otworzyła szerzej oczy, w których malowała się rozpacz i żal.

Potężna energia obróciła ich w nicość.

Azir nie mógł tego znieść, ale do jego oczu nie napłynęły łzy. Jego mistyczna forma okradła go z możliwości wyrażania smutku. Z ciężkim sercem wstał z ziemi. Pozostawało pytanie, jak zachowano jego rodowód, bo co do jego przetrwania nie było wątpliwości.

Czuł echo odbijające się w powietrzu.

Szedł naprzód, zatrzymując się krok przed podestem i obserwował powietrzną retrospekcję wydarzeń.

Widział siebie w formie śmiertelnika, wznoszącego się w powietrze pod Słonecznym Dyskiem. Ramiona miał rozpostarte, a plecy wygięte w łuk. Pamiętał tę chwilę. Wypełniła go energia i jej boska moc.

Z piasku ukształtowała się nowa osoba. To jego zaufany niewolnik,  Xerath.

Jego przyjaciel wypowiedział bezgłośnie tylko jedno słowo. Azir patrzył, jak jego własna postać roztrzaskuje się niczym szkło, przemieniając się w wir piasku.

Xerath – powiedział Azir.

Mina zdrajcy była nieodgadniona, ale Azir widział w nim wyłącznie mordercę.

Skąd wzięła się ta nienawiść? Azir nigdy nie zdawał sobie z niej sprawy.

Piaskowy obraz Xeratha uniósł się wyżej, energia Słonecznego Dysku skupiła się na jego postaci. Elitarni strażnicy ruszyli w jego stronę, ale przybyli za późno.

Potężna fala piasku zniszczyła wszystko, czym kiedyś była Shurima. Azir stał samotnie pośród zamierającego echa przeszłości.

Tak zginęli jego ludzie.

Azir odwrócił się w chwili, gdy pierwsze promienie brzasku uderzyły w Słoneczny Dysk. Widział już wystarczająco. Piaskowy obraz przemienionego Xeratha padł za jego plecami.

Wschodzące słońce odbijało się od pięknej złotej zbroi Azira. W tamtej chwili pojął, że zdrajca nadal żyje. Wyczuł jego zapach w powietrzu, którym oddychał.

Azir uniósł dłoń i armia elitarnych wojowników powstała z piasków u stóp Schodów Wyniesienia.

Xerath – powiedział głosem pełnym złości. – Odpowiesz za swoje zbrodnie.

Azir szedł wybrukowaną złotem ścieżką imperatorów. Ogromne statuy najwcześniejszych władców  Shurimy – jego przodkowie – obserwowały jego postęp.

Mętne światło przedświtu sączyło się przez jego miasto. Najjaśniejsze gwiazdy nadal świeciły na niebie, jednak wkrótce zostaną one przysłonięte przez wschodzące słońce. Nocne niebo nie wyglądało tak jak Azir je zapamiętał; ustawienie gwiazd i konstelacji nie było takie same. Millenia przeminęły.

Z każdym krokiem ciężki kij Azira uderzał o ziemię wydając dźwięk niosący się echem po pustych ulicach stolicy imperium.

Ostatnio kiedy Azir szedł tą ścieżką towarzyszyła mu straż honorowa złożona z 10 000 elitarnych wojowników, a radosne okrzyki wydawane przez tłum były słyszane w każdym zakątku miasta. To miał być jego moment chwały, jednak został mu on ukradziony.

Teraz jest to miasto duchów. Co się stało z jego ludźmi?

Używając gestu imperatora, Azir rozkazał leżącemu wokół piaskowi powstać i utworzyć żywe posągi. To była wizja przeszłości, echo Shurimy z nadanym kształtem.

Piaskowe figury patrzyły w przód, a ich głowy skierowane były w stronę  ogromnego dysku słońca zawieszonego nad Podium Wstąpienia pół ligi przed nimi. To wisiało tutaj nieruchomo głosząc chwałę i potęgę imperium Azira mimo tego iż nie pozostał już nikt kto mógłby to oglądać.  Córka Shurimy, która go obudziła, ona która stanowi kontynuacje jego rodu zniknęła. On wyczuł ją na pustyni. Połączyła ich krew.

Jak Azir szedł ścieżką imperatorów, piasek niósł echo jego ludzi wskazujących na Dysk Słońca i ich radości zamieniającej się w horror. Szeroko otwarte usta w cichych krzykach. Oni odwrócili się by uciec potykając się i upadając. Azir obserwował to wszystko w rozpaczliwym milczeniu, będąc świadkiem ostatnich chwil swoich ludzi.

Oni zostali zniszczeni przez falę niewidzialnej energii zredukowaną do pyłu i rzuconą w wiatr. Co poszło nie tak z jego wstąpieniem, że skutkowało ono taką katastrofą?

Azir skupił się tylko i wyłącznie na tym. Jego marsz stał się bardziej stanowczy. W końcu doszedł on do schodów wstąpienia i zaczął się na nie wspinać pokonując po pięć naraz.

Tylko jego najbardziej zaufani żołnierze, kapłani i członkowie królewskiej rodziny mieli prawo wspinać się na te schody. Piaskowe wersje tych wybranych ułożyły się wzdłuż jego ścieżki z twarzami skierowanymi ku górze zastygłymi w grymasie, buczącymi w ciszy zanim zostaną one rozwiane.

On zaczął biec pokonując schody szybciej niż byłoby to możliwe w wykonaniu jakiegokolwiek człowieka, szpony zatapiały się w kamieniu drążąc zagłębienie. Piaskowe figury powstawały i były niszczone po obu jego stronach wraz z tym jak on się wspinał.

W końcu wspiął się na szczyt. Tu zobaczył najbliższy krąg swoich obserwatorów: jego najbliżsi współpracownicy, jego doradcy, wysocy kapłani. Jego rodzina.

Azir upadł na kolana. Jego rodzina stała przed nim idealnie odtworzona nawet w najmniejszym rozdzierającym serce szczególe. Jego brzemienna żona. Jego nieśmiała córka kurczowo trzymająca się ręki jego żony. Jego syn dumnie stojący u progu dorosłości.

Azir ze zgrozą zauważył zmianę ich ekspresji. Mimo tego iż wiedział co się zbliża nie mógł od tego odwrócić wzroku. Jego córka ukryła twarz w fałdach sukienki jego żony, jego syn wyciągnął miecz krzycząc zuchwale. Jego żona... jej oczy otwarły się szeroko i dało się w nich odczytać smutek i rozpacz.

Niewidzialne wydarzenie wymazało ich z powierzchni ziemi.

To już było dla niego za dużo, jednak Azir nie uronił ani jednej łzy. Jego nowa forma nie pozwoliła mu na wyrażenie smutku po tej stracie. Z ciężkim sercem Azir podniósł się z kolan. Nie wiedział on jeszcze tylko jakim cudem jego ród przetrwał.

Oczekiwał on ostatniego echa przeszłości.

On przeszedł do przodu, przekroczył podium i zaczął oglądać jak przeszłe wydarzenia są ponownie odtwarzane w piasku.

Zobaczył siebie w swojej śmiertelnej formie unoszącego się w powietrzu pod dyskiem słońca z szeroko rozstawionymi ramionami i wygiętymi plecami. On pamiętał ten moment. Energia przepływała przez niego , wypełniała jego byt i nadawała mu wręcz boskiej mocy.

Nagle z piasku uformowała się nowa osoba. Był to jego zaufany współpracownik, jego mag,  Xerath.

Jego przyjaciel cicho wydobył z siebie jakieś słowo. Azir patrzył jak on sam rozbija się jak szkło i eksploduje zmieniając się w drobinki piasku.

"Xerath" zdradził Azira.

Ekspresja zdrajcy były nieznane, jednak Azir widział tylko twarz mordercy.

Skąd się wzięła ta nienawiść? Azir nigdy nie był jej świadom.

Piaskowa figura Xeratha zaczęła wznosić się coraz wyżej w powietrze wraz z tym jak energia słonecznego dysku zaczęła się na nim skupiać. Elitarni strażnicy zaczęli szarżować w jego kierunku jednak oni wszyscy byli zdecydowanie spóźnieni.

Brutalna fala uderzeniowa piasku rozbłysła powodując rozpad ostatniego momentu Shurimy. Azir stał samotnie pomiędzy umierającymi echami przeszłości.

A więc to zabiło jego ludzi.

Azir odwrócił się dokładnie w tym momencie kiedy pierwsze promienie słońca nowego dnia oświetliły znajdujący się nad nim słoneczny dysk. On zobaczył już wystarczająco dużo. Piaskowy obraz przekształconego Xeratha zapadł się za nim.

Promienie słońca zaczęły odbijać się na nieskazitelnej złotej zbroi Azira. W tym momencie zdał on sobie sprawę, że zdrajca nadal żyje. Wyczuł jego magiczną esencję w powietrzu, którym oddychał.

Azir uniósł rękę i armia elitarnych wojowników powstała z piasku u podnóża schodów wzniesienia.

"Xerath" powiedział, a jego głos przepełniony był gniewem "Twoje zbrodnie nie ujdą ci płazem".

Przypisy